Wolfgang Naujocks – wywiad

foto tekst

____________________________________
____________________________________

Wolfgang Naujocks– pasjonata historii, genealogii, miłośnik Żuław.

Jego korzenie rodzinne sięgają kilkuset lat wstecz
i powiązane są z Gdańskiem 
i z Żuławami.
On sam urodził się w Bawarii, ale dopiero
po przeprowadzce do Gdańska, a potem na Żuławy poczuł, że „wrócił” do domu.

_________________________________________
_________________________________________

Marta Antonina Łobocka:
Opowiedz o historii swojej rodziny, przed rokiem 1945.

Babcia, Gertruda Naujocks. Morze Bałtyckie, 1940 r.

Babcia, 1940 r.
Gertruda Naujocks.
Morze Bałtyckie

Wolfgang Naujocks:
Gdzie i kiedy powinienem zacząć? To fascynująca rodzinna saga – jaką wielu z nas posiada. Mam to szczęście, że w niektórych odgałęzieniach mojej rodziny mogę podążać za moimi korzeniami  400 lat wstecz.

To historia o zwykłych ludziach, biednych ludziach,
w większości wielodzietnych, muszących walczyć o przetrwanie,
jednak zbudowali oni ten region, ten krajobraz.

Moi rodzice urodzili się w Wolnym Mieście Gdańsku,
oboje we Wrzeszczu (Langfuhr). Rodzina Naujocks przez wiele pokoleń żyła w Gdańsku. Matka mojego ojca, moja babcia pochodziła z Susza (Rosenberg). Większość korzeni rodzinnych mojej matki można znaleźć tutaj, na Żuławach.

Prapradziadkowie Woyke z rodziną w Świbnie lub Przegalinie – 1910 r.

Prapradziadkowie Woyke z rodziną w Świbnie lub Przegalinie – 1910 r.

Pierwsze wskazówki znalazłem w księgach kościelnych w Sobieszewie (Bohnsack) i  w Tujsku (Tiegenort).
Przodkowie żyli w tych wsiach już w około 1620 roku. Moi przodkowie zamieszkiwali całe wybrzeże Bałtyku, od Sobieszewa do Stegny (Steegen),
oraz na wsiach, od Ostaszewa (Schöneberg)
do Nowego Dworu Gdańskiego (Tiegenhof)
– tutaj żyli, pracowali i umierali.
Było kilka bardzo ciekawych ludzi, jak na przykład Peter Grässke, który  w 1687 roku zbudował pierwszy młyn do kukurydzy w Mikoszewie (Nickelswalde).

1940 S05725 Grandgrandparents Gustav and Wilhelmine Woyke

Prapradziadkowie,
Wilhelmina i Gustaw Woyke – 1940 r.

W naszym rodzie, w szczególności od strony ojca, mam na pewno także polskie korzenie.  W innych, przypuszczam, że nazwiska mają polskie pochodzenie – na przykład „Woyke” (nazwisko panieńskie matki mojej matki). Oczywiście, jeśli się cofnąć jeszcze dalej, niż 10 pokoleń, jest niemalże pewne, że w mojej rodzinie znajdą się mennonici,
na przykład „Lebbe” i „Pauls”.

MAŁ: Jak wyglądał dla Twojej rodziny rok 1945?

WN: Rodzina moich rodziców mieszkała do końca wojny
w Gdańsku, dziadkowie mojej matki w Przegalinie (Einlage).
Prawie wszyscy, ze starszych członków rodziny, zmarli
w ostatnich dniach wojny lub kilka dni później. Do tej pory
nie odnalazłem żadnego ocalałego członka rodziny z Żuław.

Każdy z członków rodziny miał własne doświadczenia z czasu ucieczki.  U osób mi najbliższych wyglądało to tak:

  • Matka, mając 15 lat, uciekała samotnie w styczniu 1945 – przez Szczecin i Drezno do Bawarii. Nie miała kontaktu z armią rosyjską.  W Dreźnie widziała bombardowanie miasta.
  • Matka mojej matki była bardzo chora (stwardnienie rozsiane) i została wygnana przez polskie władze w maju lub czerwcu 1945r.
  • Ojciec matki zginął na wojnie
  • Mój ojciec został ranny w czasie wojny (w Rosji) i został przewieziony na zachód Niemiec. Był więźniem wojennym (prisoner of war – pow). Został schwytany przez Amerykanów i wtrącony do amerykańskiego więzienia wojennego, znajdującego się na terenie Niemiec. Pod koniec wojny nie przebywał w Gdańsku.
  • Matka mojego ojca przetrwała koniec wojny w Gdańsku, gdzie wykonywała prace przymusowe. Pod koniec 1945 r. została wygnana.
  • Ojciec mojego ojca był prawdopodobnie członkiem tzw. „Volkssturm”
    (formacja o charakterze pospolitego ruszenia) i trafił na rosyjski statek więzienny.
    Został uwolniony bardzo szybko, bo także był bardzo chory.

Tragedią jest nie tylko to, że tyle ludzi zmarło. Rodziny zostały całkowicie zniszczone.
Uciekli czy zostali wypędzeni nie tylko do Niemiec, ale także do innych krajów. Po wielu przystankach rodzina mojej matki spotkała się w mieście Dachau w Bawarii – miasto było zajęte przez Amerykanów. Po wyzwoleniu obozu koncentracyjnego został on zamieniony na obóz dla uchodźców . Ponieważ nie było innej możliwości, rodzina mojej matki musiała zamieszkać w tym obozie. Również rodzina mojego ojca odnalazła się w innym obozie dla uchodźców w Dachau.

MAŁ: Co się działo potem z Twoją rodziną?

WN: Uchodźcy byli zazwyczaj niepożądanymi osobami. Nikt ich nie chciał, nikt nie chciał z nimi dzielić mieszkania czy jedzenia. Pierwsze lata były niewiarygodnie trudne. Większość z nich,
gdy przybyła do Niemiec, nie miała niczego . Bez dokumentów, bez zdjęć, bez pracy,
nic z wyjątkiem ubrania, które mieli na sobie. Byli cudzoziemcami. Moja matka i mój ojciec poznali się gdy byli młodzi. Oboje byli z Gdańska… zakochali się w sobie. Urodziłem się w Dachau w 1953 roku. Tam poszedłem do szkoły, ale także byłem uważany za cudzoziemca.
Zawsze byłem „dzieckiem uchodźcą”.  Był jeszcze jeden problem: byłem protestantem w katolickiej Bawarii. W latach 50 i 60 ubiegłego wieku, nie zawsze było miło nie być katolikiem.

1955 C19060 Wolfgang Naujocks

Mały Wolfgang – 1955rok

Moi rodzice nie mówili o tym skąd pochodzą. Oczywiście wiedziałem, że każdy z wcześniejszych pokoleń pochodził z Gdańska, ale rozmowa o utraconym domu była dla moich rodziców za trudna. Jednak matka mojego ojca, moja babcia, opowiadała o Gdańsku,
o wybrzeżu Bałtyku, a ja słuchałem jej z i robiłem wielkie oczy. To ona zasiała nasienie w moim sercu, które po kilkudziesięciu latach przerodziło się w wielką miłość
do Gdańska i Żuław.

W 1966 roku przenieśliśmy się do Stuttgartu w Badenii – Wirtembergii. Po ukończeniu szkoły zostałem bankierem, a potem informatykiem. W 1978 ożeniłem się po raz pierwszy, urodziło się dwoje dzieci.

Ani w Bawarii, ani w Badenii-Wirtembergii nie czułem się jak w domu. Mieszkałem i pracowałem tam i w sumie wszystko było ok,  ale czegoś mi brakowało. Nie znałem znaczenia słowa „Heimat” (czyli „ojczyzna”, kraj przodków, tożsamość). Nie wiedziałem nic o rodzinie, ale pewnego dnia rozpocząłem poszukiwania. Zdobycie jakichkolwiek informacji było bardzo trudne. Dziadkowie zmarli,
moi rodzicie, ciocie i wujowie pamiętali jedynie swoich dziadków i nic więcej. Pytałem, szukałem,  grzebałem – kluczowym momentem była chwila gdy usłyszałem, że mormoni mają filmowe kopie starych ksiąg kościelnych. Od prawie 30 lat prowadzę rodzinne poszukiwania
i w dalszym ciągu jest to niewiarygodnie interesujące.

MAŁ: Kiedy Twoja rodzina tutaj powróciła i dlaczego?

WN: Po raz pierwszy w Gdańsku byłem około 20 lat temu po tym jak znalazłem kilku żyjących tutaj członków rodziny Naujocks. Nikt nie wiedział, że oni przeżyli. Odwiedziłem Świbno (Schiewenhorst) i gdy tak szedłem wzdłuż Wisły poczułem tutejszą atmosferę, z momentu
na moment zacząłem rozumieć znaczenie słowa „Heimat” (ojczyzna). W tym momencie, w tej sekundzie narodziło się marzenie o powrocie do domu, do miejsca gdzie są moje korzenie.

Moja pierwsza żona nie potrafiła zrozumieć mojego marzenia i zażądała rozwodu. Jednak w trakcie jednej z moich niezliczonych wizyt w Gdańsku poznałem fantastyczną Polkę, którą poślubiłem
w 2005 roku. Dzięki tanim liniom lotniczym Ryanair odwiedzałem moją żonę w Gdańsku dwa,
trzy razy każdego miesiąca. Od stycznia 2011 roku jestem na wcześniejszej emeryturze – to był ten moment kiedy ostatecznie przeniosłem się do Gdańska.

IMG_4117

Wolfgang ze swoją mamą w Przemysławiu – 2013 r.
Mama Wolfganga, Ruth Maria, nazwisko panieńskie: Schneider, z drugiego małżeństwa: „Bachmann”.

Rozmawiałem z matką (mój ojciec zmarł
w 2004 roku), pytałem czy jest w stanie sobie wyobrazić powrót w rodzinne strony. Minęło sporo czasu zanim powiedziała „tak”. Teraz i ona tutaj jest, ma 83 lata i czuje się bardzo dobrze.

MAŁ: Czy lubisz tutaj mieszkać?
Czy tęsknisz za Bawarią?

WN: Czy lubię tu mieszkać?
Ja to KOCHAM!
To mój dom – ojczyzna moja
i moich przodków!

Czy tęsknie za Bawarią? Nic a nic! W paszporcie mam napisane, że urodziłem się w Dachau
w Bawarii – to dla mnie trochę egzotyczne. Powiedz mi, gdy wszyscy Twoi przodkowie pochodzą stąd, z tego regionu, a gdy Ty urodzisz się gdzieś indziej: Kim jesteś, skąd pochodzisz?
Gdzie chcesz mieszkać?

MAŁ: Opowiedz proszę o swoim domu w Przemysławiu.

WN: Zanim tutaj przybyłem, sprzedałem dom w Niemczech. Zdecydowałem, że wybuduję „Vorlaubenhaus” czyli dom podcieniowy  – w starym, tradycyjnym stylu, na ziemi,
którą odkupiłem ponad 10 lat temu od dobrego polskiego przyjaciela. Dom jest zlokalizowany bezpośrednio nad Szkarpawą, a widok na rzekę zapiera dech w piersiach. Po wielkich, niewiarygodnie wielkich problemach, dom jest prawie gotowy.  Marzenie stało się prawdą!

20120923 C14816 Haus Prinzlaff

Dom w Przemysławiu – widok od strony rzeki

MAŁ: Jakie są Twoje zainteresowania?

WN: Moje hobby to: kolekcjonowanie starych artykułów codziennego użytku, starych dokumentów, starych zdjęć i pocztówek, grafik, znaczków i książek z tego regionu
i o tym regionie. I uwielbiam grzebać w historii.

IMG_4112MAŁ: Jakie jest Twoje marzenie?

WN: Moje marzenie? Mam nie tylko jedno!
Pierwsze, najważniejsze to nauka języka polskiego. To jest warunkiem lepszej komunikacji. I warunkiem by zrobić coś więcej tutaj. Chciałbym pracować przy lokalnym projekcie ochrony środowiska naszej natury. Chciałbym jeszcze bardziej walczyć o to, by nasz obszar stał się ładniejszy, czystszy i bardziej atrakcyjny. Jedno z moich największych marzeń: chciałbym szperać w lokalnej historii i napisać,
lub wziąć udział w pisaniu kronik tutejszych starych,
małych wsi. Umiem czytać stare niemieckie pismo ręczne
z archiwalnych dokumentów, teraz muszę tylko lepiej nauczyć się mówić po polsku.

MAŁ: Za co kochasz Żuławy?

WN: To proste pytanie, ale nieprosta odpowiedź. Kiedy myślę o tym, ciepłe i miłe emocje napływają. Mimo, że nie mogę tego udowodnić, jestem pewien, że ten region ma bardzo specyficzną i magiczną atmosferę. Nie chodzi o wiedzę, ale o głębokie i satysfakcjonujące uczucie wewnątrz mnie. Może jest możliwe nazwanie tego miłością.

This slideshow requires JavaScript.

Advertisements

16 thoughts on “Wolfgang Naujocks – wywiad

  1. Przyjemnie czyta się takie historie. Dzięki za zamieszczenie tego wywiadu, trochę on uświadamia, że Żuławy to nie tylko Mennonici oraz Polacy, ale miejsce, gdzie przeplatają się życiorysy ludzi różnych narodowości.

    (wiem, wyszło trochę górnolotnie, ale za bardzo nie wiem jak to inaczej napisać :D)

    • Maćku i właśnie także o to mi chodziło. By przypomnieć o dawnych mieszkańcach tych ziem, powiedzieć jak potem wyglądało życie tych ludzi. Żuławy z innej strony 😉

    • Polacy to ci, którzy przyszli tu, dopiero w szeregach Armii Czerwonej. Później sprowadzili się na nie swoje ziemie, i chodzili po domach rabując to czym pogardziła A.C. Kołkami, siekierami, zabijali ocalałych mieszkańców by zająć ich domy. W których do dziś mieszkają. Naszych zabitych członków rodzin czy znajomych nie wolno było grzebać na cmentarzach. Polacy nie wystawiali nawet aktów zgonu jeśli ktoś był Niemcem, Mazurem. Spytajcie się swoich rodziców, dziadków gdzie w ogródku ich pochowali. Tylko dziś Niemcy są bogate, więc polski dziadostwo do nich ciągnie. Żaden polski urząd, zakład nie przyjął do pracy autochtonów. Jeśli już to do najgorszych prac. Ci wszyscy prześladowcy to wy i wasi krewni, którzy do 1989 r. jak mogli nas prześladowali – nawet nie wystawialiście dowodów osobistych by miejscowi nie mogli ze wsi wyjechać. W 1995 r. skończył się czas (50 letni) obowiązywania Układu Poczdamskiego. Czas Wam wracać za Bug. A wywiad boski 🙂

  2. Żuławy nie mają różnych historie. Żuławy mają tylko jedną historią. Ale czasami zamkniemy jedno oko, to nie widzimy jak bogata ta historia jest.

    • 🙂 A jest bardzo bogata! Tylko nie każdy chce o niej opowiedzieć.
      A historia opowiadana przez mieszkańców jest zawsze najciekawsza, bo taka prawdziwa, realna i bliska. 🙂

  3. Einen schönen Gruss ins Werder,

    ein paar Jährchen später sass ich im gleichen Modell der Zinkbadewanne – nur war es ein Zweisitzer – zusammen mit meinen Bruder. Allerdings wurde diese nur als Sommerbadewanne im Garten benutzt. Vor zehn Jahren nahm dann die zweite Generation darin ihr sommerliches Bad.

  4. Hi Marta,

    Yes, I am writing about a bathtub like on the photo from 1955. – Several years later I was using a similar model – a two-seater – together with my brother, but only during summer in the garden. Since 2001 my nephew was using the bathtub.

    NB: My ancestors had been living in Stogi, Stegna, Cyganek & TujsK.

    • 🙂 i have never used bathtub like that 😉 mine was yellow, and plastic 😛 but i realy loved it 😉
      I think i saw bathub like on the photo, at my grandparents allotment garden 😉 used for different things 😛

      Tujsk? I realy love this village! It is soooo beautifull!

  5. Pingback: Podsumowanie roku 2013 |

  6. Pingback: Historia apteki w Drewnicy – wywiad z Tomaszem Sosnowskim |

  7. Pingback: Wojna oczami małego Horsta, żuławiaka | Kochamy Żuławy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s