Sentymentalne poszukiwania z mennonitami – wywiad: Katarzyna Czaykowska

okladka - z logo - blogZapewne nie raz słyszeliście o mennonitach na Żuławach. Zapewne też nie raz historia tych owianych tajemnicą ludzi, rozpaliła Waszą wyobraźnię. Większość z nas tylko podziwia ocalone dziedzictwo tych przybyszów z Niderlandów, niektórzy biorą udział w ich corocznym, żuławskim zjeździe, ale są i tacy, którzy z nimi spędzają bardzo wiele czasu. Taką osobą jest Pani Katarzyna Czaykowska, przewodniczka i podróżniczka, która, oprowadzając wielu mennonitów po Żuławach, poznała ich i  zaprzyjaźniła się z nimi.
Zapraszam do lektury wywiadu z Panią Katarzyną Czaykowską.


__________________________________________________________________

Pani rodzina zobaczyła cały świat. Proszę opowiedzieć o swoich przodkach.
Część rodziny kręciła się w i wokoło Gdańska od XVII wieku, a przybyli tu z okolic Berdyczowa i Kamieńca. Chyba tak gdzieś w okolicach czasów Jaremy Wiśniowieckiego. Część służyła u niego a część wręcz przeciwnie u Chmielnickiego – obligowały ich do tego jakieś dalekie więzy krwi.
Był też jakiś rozrabiaka spod Kamieńca Podolskiego – kogoś zabił, czy komuś coś obciął 😉 różnie w rodzinie o tym mówią źródła rodzinne. Dość na tym, że uciekając z rodzinnych włości zatrzymał się dopiero koło Mątowów.

Kajtek z małą Kasią płyną do wsi

Kajtek z małą Kasią płyną do wsi
Fot. Wojciech Czaykowski

Tata był kapitanem Żeglugi Wielkiej, która wtedy naprawdę była wielka 😉 więc całe dzieciństwo (od 3 roku życia) spędziłam z nim na statku, w rejsach. Istniała bowiem realna obawa, że kiedyś mogłabym nie zostać wypuszczona z kraju do rodziców. Czasy były wtedy przecież inne. A więc pies, żółw, parasolka mojej matki, moja matka i ja – podróżowaliśmy po morzach. I jakoś szczęśliwie trudne chwile, jakie panowały wtedy w Polsce znałam tylko z opowieści i krótkich pobytów w polskich portach. Potem osiedliśmy w Nigerii, i tam mieszkaliśmy do 1978 roku, uzyskując przy tym obywatelstwo nigeryjskie, jako, że mieliśmy już do Polski nie wracać.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Kiedy i dlaczego sprowadziła się Pani do Polski?
Papieżem został Polak, a że rodzina mojej matki związana była z Krakowem od zawsze, więc nazwisko Wojtyła było mojej mamie znane. A poza tym – oboje rodzice w czasie wojny walczyli w AK, i chyba tęsknili za Polską, no i mieli nadzieję, że coś się tu zmieni na lepsze.

Na zamku krzyżackim w Malborku Fot. Jagoda Saj

Na zamku krzyżackim w Malborku
Fot. Jagoda Saj

Pani praca to Pani pasja – po jakich terenach oprowadza Pani wycieczki i które z tych miejsc  są Pani ulubionymi?
Malbork, wiadomo – bo Wiadomy Zamek. Toruń, bo – nie wiem, po prostu tak i już, bo lubię :). Gdańsk, bo to moje miasto i tu się urodziłam. Warmińsko-Mazurskie – bo uwielbiam Świętą Warmię i szlak Kopernika, którym kiedyś wiele lat temu wlókł mnie ojciec ;). Frombork, bo wyjątkowy. Lidzbark Warmiński i Orneta i Reszel i… zabraknie miejsca :). Generalnie ulubiony kierunek to Prusy ale raczej Wschodnie no i Żuławy 😉

Kiedy zainteresowała się Pani tematyką żuławską?
Ja się z tym urodziłam 🙂 mój ojciec, jak tylko przyjeżdżaliśmy do Europy, zabierał mnie jeśli nie na Żuławy to do Holandii 🙂

Czy często zajmuje się Pani organizacją wycieczek po Żuławach?
Baaaaaaaaaaaaardzo!

Jakie osoby Pani oprowadza? Skąd są i co ich interesuje?
Ojej,  od szkół  do profesorów, od historyków do archeologów, matematyków. To Polacy, Szwedzi, Norwegowie, Amerykanie (w tym Mennonici*), Holendrzy , Anglicy,  Japończycy, którzy mi kiedyś niemal przewrócili autokar jak zobaczyli boćki :D.
*Mennonici i Krzyżacy piszę (i mówię :P) zawsze z dużej litery poprzez szacunek dla nich i sympatię :).

Barcice Fot. Katarzyna Czaykowska

Barcice
Fot. Katarzyna Czaykowska

Proszę opowiedzieć o wycieczkach z mennonitami
Pani Bergmann była moją pierwszą Mennonitką i do końca życia ją zapamiętam. Żyje jeszcze i pisuje do mnie – musi być teraz starsza od żółwia ;). Tu wszyscy nazywali się Claasen, Klassen, Wiebe i Wiens,  więc jak mi napisała nazwiska, jakie były w jej rodzinie, to miałam wrażenie że nagle otwiera się przede mną otchłań. Nie znałam jeszcze wtedy Mennonitów i nie miałam więc do kogo napisać po pomoc. Nie miałam dostępu do spisów mennonickich i nie było jeszcze tak pełnej ich bazy w necie, jak dzisiaj …  Więc zaczęłam jeździć po cmentarzach. Od zawsze to cmentarze były pierwszym, często najlepszym źródłem informacji. Tak trafiłam do Markus. Żałuję, że wtedy nie miałam aparatu więc nie mogłam robić od razu dokumentacji z opisem jak to robię teraz. Mogłam polegać na kartce papieru i ołówku. No i wtedy jeszcze niewiele wiedziałam o Mennonitach 😉 Przekopałam tony publikacji trafiłam na książkę Kizika i orzekłam, że czeka mnie pracowite życie.

Teraz to już nie nerwy – jak przy tej pierwszej wyprawie w przeszłość, a przyjemność. Tym bardziej, że wielu z moich gości wraca – by zwiedzać to, czego na przykład nie zdążyli rok, czy parę lat temu. Teraz więc często nawet się przekrzykujemy w trasie, uważając, że każde z nas ma rację. No, bo skoro znamy się od paru lat, i od paru lat jeździmy po tych terenach, to każde z nas uważa się za eksperta. Często kończy się to utknięciem autokaru, czy busa w błocie. Ale nikt do nikogo nie ma pretensji, bo ci ludzie mają niebywałe poczucie humoru. O tym też się nie wspomina, mówiąc o mennonitach. Cenią sobie naturalność, szczerość, i koleżeńskość. Więc czasem, kiedy nie wiem, gdzie jechać, bo i tak bywa, po prostu zbieramy się na naradę. To są wyjątkowe grupy. Ładuję przy nich akumulatory psychiczne. Mogę mieć rozmazany makijaż, zgruchomioną spódnicę, popłakać się na cmentarzu podczas modlitwy, i nikogo to nie dziwi, ot, widać mam taki nastrój. Ale też autokar często rozbrzmiewa salwami śmiechu, kiedy wspominamy niektóre nasze poprzednie wyprawy…

IMG_6265Do każdej wycieczki należy się przygotować. Jak to wygląda w przypadku oprowadzania mennonitów?
Przygotowanie do wycieczki to z reguły objazd, dokumentacja fotograficzna, sprawdzenie w archiwum czy jest jakiś ślad w dokumentach, czasem warto porozmawiać z gremium piwnym przed sklepem, a często ze sklepowymi. Jak już mi ręce opadają, piszę do znajomych w Leeuwarden. Religijne wskazówki często są też ważne 😉 Grobów dalej szukam czasem z – a częściej bez powodzenia.

W poszukiwaniach pomaga systematyczność i dokładnie dokumentowanie cmentarzy – a raczej tego, co po nich pozostało, często też tzw. zasięganie języka u krewnych moich turystów czy nawet wśród dawnych mieszkańców tych samych wsi, czy sąsiednich gospodarstw. Tak było w przypadku grobu babci pewnej pani, pochodzącej z Żuław. Owa babcia zginęła w wypadku – przygnieciona przez powóz, którym jechała do domu (na trasie od Lasowic Wielkich do Pielicy). Powóz zjechał do rowu, i owa babcia właśnie wtedy zginęła… Długo traktowałam tę opowieść jako ubarwienie żuławskiej historii rodziny dodane przez moją turystkę. Dopiero po latach usłyszałam o tym wypadku od kogoś zupełnie innego, z kim przemierzałam Żuławy – na piechotę…

Przygotowuję też trasy pod kątem dojazdów, tak by gdzieś nie utknąć autokarem w chaszczach. Plan też warto napisać, co najpierw a co na koniec, żeby się nie kręcić w kółko. Tak kiedyś szukałam cmentarza w Barcicach. Nie wiedząc wtedy jeszcze, że są tam dwa! I mimo, że jeżdżę tam już od co najmniej 10 lat, za każdym razem ich szukam J

Genealogię często też można znaleźć w Archiwum Państwowym – mają siedzibę w Malborku. Panie które tam pracują powinny dostać Nobla z dziedziny cierpliwości…

W zasadzie – teraz wystarczy mi jak ktoś poda nazwę wsi, z której pochodzi (pod warunkiem, że to nie wieś na Ukrainie, bo podczas migracji przenosili także nazwy i to bywa mylące – pytam wtedy o okolicę i łatwiej się zorientować czy to tu, czy tam). Nazwa wsi wystarczy, bo przecież wtedy wiadomo jaka gmina wyznaniowa. I nie ma problemu ze znalezieniem cmentarza.

Paradoksalnie największym problemem są toalety i miejsce do zjedzenia czegoś na trasie z Warszawy do Gdańska.  Ale mamy swoją ulubioną restaurację przy drodze, do której od lat dzwonię, że jedziemy – czasem pomagamy nakryć do stołów, żeby było szybciej.

Mam świetne wspomnienia związane z poszukiwaniami. Jak to, ze wspomnianych wcześniej Markus, gdzie wójt przerwał spotkanie gminne, po to by ze mną porozmawiać. Pokazał mi trasę na cmentarz. Wyszedł przed budynek gminy żeby wskazać domy – miałam znaleźć dom Quiringów… No i dostałam cenną wskazówkę: „Nie skręca pani koło krzyża, tylko koło mleczarni, tam nie można się zgubić”… Kiedy tę samą cysternę z mlekiem minęłam po raz czwarty, udawałam, że ja tu tylko sprzątam.  W końcu zapytałam chłopaka koszącego trawę, którędy na cmentarz, a ten spokojnie odparł, że już czwarty raz tędy przejeżdżam, że cmentarz jest tuż za domem.  Hasło „tu nie można się zgubić” towarzyszy mi do dziś 😉

Mątawy Fot. Katarzyna Czaykowska

Mątawy
Fot. Katarzyna Czaykowska

Jakie są Pani kontakty z mennonitami?
Z reguły oprowadzam Waterlanderów, ale często też Flamandów. Flamandowie są bardziej ostrożni w zawieraniu przyjaźni, ale za to nigdy jeszcze nie odmówili pomocy. Potrafią przekopać archiwa, tylko dlatego, że ja potrzebuję jakiejś nawet mało istotnej wiadomości.

Fryzowie są gościnni i serdeczni i z nimi mogę jeździć na koniec świata. Kiedy dowiedzieli się że zbieram cegły – przywieźli mi – cudną dużą gotycką, chyba ukradzioną skądś bo nie pamiętam by na trasie była jakaś sterta cegieł 😉 wolałam nie dociekać. To właśnie we Fryzji mieszkałam w domu jednego z nich, traktowana jak członek rodziny – z prawami i z obowiązkami tegoż.
Właśnie do mnie dotarło, że tak jak wycieczki z Anglikami są w okowach etykiety imperialnej, tak z Mennonitami  wszystko jest bez zadęcia. Biorą świat jakim jest, bez krytyki i bez wielkich oczekiwań.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Jakie historie związane z żuławskimi wycieczkami zapadły Pani najbardziej w pamięci?
Kuzyn Pani B.
w Lasowicach spotkał kolegę, z którym bawił się przed wojną. Dwóch dziadków, chylących się ku ziemi, padło sobie w ramiona i zniknęły w domu polskiego (?) dziadka. Jak w końcu z niego wychynęli, obaj byli po sporej dawce miodówki 😉 i już nie przygniatała ich starość, ale za to halsowali w takt jakiejś przyśpiewki z dzieciństwa.

Spotkałam też na swojej drodze pana Wiebe (Rudy Wiebe znany w Stanach autor książek), potomka niejakiego Adama Wiebe z Harlingen, któremu Gdańsk zawdzięczał kolejkę linową – tę kubełkową na Biskupią Górkę – XVII wiek. Są też spokrewnieni z inżynierem Eduardem Wiebe ze Stalewa, któremu zawdzięczamy w Gdańsku kanalizację.

Udało mi się znaleźć dom pewnej pani, która urodziła się na Drugim Trifcie (czyli w okolicach  dzisiejszego Adamowa). Tu pomógł mi czysty przypadek i moje zamiłowanie do map. Kiedy przeglądałam mapę Żuław, zauważyłam, że budynki zaznaczone  odpowiadają tym z jej mapy sprzed wojny. Chciałam jechać sama, żeby sprawdzić – by nie wzbudzać niepotrzebnych nadziei. Ale owa pani chciała jechać ze mną. Chęć wyjazdu zgłosił też jej mąż, oraz starszy gminy. A do tego nasz nieoceniony holenderski Mennonita, który jest wzorem wszelkich cnót chrześcijańskich i który akurat wtedy towarzyszył naszemu autokarowi swoim samochodem. I tak pojechaliśmy owym samochodem w nieznane, bo tam ja również jechałam po raz pierwszy. Przepadliśmy na długie godziny, krążąc po chaszczach i triftach. Ale dom znaleźliśmy. To znaczy samego domu już nie było, ale stodoła stała i nawet ule były, i jabłonie i pozostałość parku przydomowego.

W Barcicach Fot. Katarzyna Czaykowska

W Barcicach
Fot. Katarzyna Czaykowska

Innym razem w Kąciku znalazłam stodołę gospodarstwa, w którym urodził się jeden z członków mojej grupy. Dom niestety „sam się spalił” parę lat temu… Ale pan ów prze-szczęśliwy stwierdził, że teraz spokojnie może umrzeć, bo zobaczył swoją ojcowiznę. Nawet na szczycie budynku są do dziś inicjały jego ojca.

W Ostaszewie

W Ostaszewie

W grupie miałam też panią z rodziny słynnych Kroegerów – Kruegerów, tych od zegarów. Mieszkali w Leśnowie (Reimerswalde), to taki obecnie chyba nawet nie przysiółek – koło Cyganka, ale tego przy trasie nr 7. Produkcję zegarów na dobre rozpoczęli dopiero po wyjeździe z Prus do Rosji.

I takich chwil jest całe mnóstwo – może faktycznie powinnam zacząć to spisywać…

 

Na cmentarzu w Stawcu

Na cmentarzu w Stawcu

Zapisywanie tych wspomnień to faktycznie dobry pomysł. Tym bardziej, że niektóre są wyjątkowo wzruszające, jak to związane ze Stawcem…
To prawda! Jeździłam po Żuławach z rodziną B. Pani B. była w wieku – delikatnie mówiąc – słusznym (nawet bardzo słusznym, aż dziwiłam się, że przyleciała tutaj z drugiego końca świata), pan B. – kuzyn (w wieku podobnym), oraz troje dzieci pani B. w wieku mniej więcej moim.
Wszyscy Mennonici jak się patrzy – więc naszym terenem eksploracji były Żuławy Wielkie: Jeziernik, Lubieszewo, Orłowo, no i oczywiście Stawiec, a także Lasowice Wielkie…
Jako, że jechaliśmy od Gdańska, pierwszy postój wypadł w Stawcu. Pani B. koniecznie chciała zobaczyć cmentarz, bo był to ich gminny cmentarz. Jej rodzina należała do gminy fryzyjskiej (aczkolwiek obie gminy flamandzka i fryzyjska żyły obok siebie) w Orłowskim Polu.
Z Jeziernika rodzina przeniosła się do Lubieszewa. I pani B. pamiętała tę wieś jako swoje miejsce szczęśliwe.
Dom dziadków stoi do dziś, tak jak i dom siodlarza. Aczkolwiek ten ostatni dożywa chyba swoich dni. Dom, gdzie pani B. się urodziła i wychowała nie istnieje, po zawierusze 1945 roku (a może tuż po niej). Pozostał po nim tylko terp, czereśnia, i dwa zdziczałe już krzaki bzu, oznaczające, gdzie była kiedyś weranda domu.
Na cmentarz – pięknie wykoszony i zarośnięty niezapominajkami (podróżowaliśmy w maju) weszliśmy wszyscy. Oni z nadzieją, ja ze sceptycyzmem. W końcu wszyscy wiemy doskonale jak były (a w wielu wypadkach nadal są) traktowane „obce” cmentarze. Byłam przekonana, że jedyne, co znajdzie pani B. to wspomnienie z rodzinnych pogrzebów w dzieciństwie.

Ale jako, że padło nazwisko dziadków, nadstawiłam uszu.. na dźwięk jednego z najpopularniejszych nazwisk mennonickich, coś mi zadźwięczało w pamięci… Bez przekonania skierowałam się ku południowej części cmentarza ku paru stelom, stojącym w grupie. Bez przekonania także zawołałam całe towarzystwo. Jako, że nazwisko popularne, byłam przekonana, że jak to często bywa, powiedzą, że to nie ci… A tymczasem, idąc w moim kierunku, pani B. zapytała, czy jest tam Catharina z domu E.
No i tak właśnie „stoi napisane” na nagrobku.
Pani B. podbiegła niczym młódka, spojrzała na stelę, dotknęła jej z niedowierzaniem, po czym nagle zażądała tabletek na serce. Jej syn pędem pognał do samochodu, wróciwszy z całą saszetką medykamentów, trzęsącymi się rękoma podał matce to, co niezbędne.
Pani B. przysiadła na ułomku nagrobka w sąsiedztwie steli. I zamilkła na długa chwilę wpatrując się w tę odnalezioną stelę. Kiedy podeszliśmy bliżej, nie chcąc mącić jej spokoju, ujrzeliśmy, że płacze.
I tak ten dzień zapamiętałam: bezgłośny płacz starej kobiety siedzącej na kamieniu, błękit niezapominajek dokoła, majowa zieleń liści prześwietlona słońcem, kosy szalejące w konarach, pszczoły „grające” w kwiatach. I cisza… Bo żadne z nas nie miało odwagi się odezwać. Po chwili pani B. wstała (nie bez naszej pomocy) i orzekła, że właśnie zamknęła rozdział swojego życia. Znalazła grób swoich pra…

 

Wykład o mennonitach - dla Stowarzyszenia "Kochamy Żuławy" Fot. Igor Pawlicki / Foto.IgorPawlicki

Wykład o mennonitach
dla Stowarzyszenia „Kochamy Żuławy”
Fot. Igor Pawlicki / Foto.IgorPawlicki

Jak, tak częsty, kontakt z mennonitami wpłynął na Pani życie?
Z Mennonitami jestem od czasu, kiedy wiele lat temu spotkałam profesora Klassena. Jestem z nimi takim sensie, że jak już mnie poznali, to dostaję od nich często całe historie rodzinne, łącznie ze sprawami wstydliwymi (jak choćby udział w II wojnie światowej), łatwiej też mi pytać o to, czego nie wiedziałam, a o co nie odważyłabym się zapytać kiedyś. Teraz biorę udział w ich nabożeństwach i dostępuję też zaszczytu przemawiania podczas porannych nabożeństw. To dla nie-mennonity jest nie lada wyróżnieniem. Zostałam też zaproszona jako jedyny nie-mennonita na konferencję do Leeuwarden z odczytem o Żuławach i o historii anabaptystów w Rzeczypospolitej.
Mennonici nauczyli mnie dystansu do ludzi i do problemów, dali mi w pewnym sensie swoistą odporność na nie zawsze przyjazne otoczenie. A poza tym nauczyli mnie systematyczności – choćby w poszukiwaniach genealogicznych, no i zmobilizowali w końcu do pisania blogów 🙂

Jakie jest Pani ulubione miejsce na Żuławach i dlaczego?
Każde jedno i o każdej porze roku.

Za co kocha Pani Żuławy?
Za to że są!

Wrażliwa na piękno natury :)

Wrażliwa na piękno natury 🙂

IMG_6131Jakie są Pani marzenia?
Hm… właściwie to moje marzenia spełniają się jeśli tylko mam ciekawą grupę. Bo nie tylko Mennonici mi powierzają rodzinne sprawy, ale często jeżdżę do Prus Wschodnich z ludźmi, którzy stamtąd pochodzą. Moje marzenia więc się właściwie już spełniły – robię to co lubię i na dodatek jeszcze mi za to płacą. Czasem nie wiem, kto ma większą frajdę, moje grupy czy ja :). 

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.



ZOBACZ TAKŻE

IMG_5352Festiwal Sera – mennonickie reminiscencje
W niedzielę, 9 czerwca 2013 r. , w Jegłowniku, koło Elbląga, odbyło się „Żuławskie Święto Sera” (pod hasłem „Mennonickie reminiscencje”).
O Jegłownik, mennonitów, ser i jego święto zapytałam współorganizatora festiwalu,ks. Andrzeja Kilanowskiego, proboszcza parafii w Jegłowniku.
https://kochamyzulawy.wordpress.com/2013/06/20/festiwal-sera-mennonickie-reminiscencje/

Zwieńczenie cipussa - Stogi

Zwieńczenie cipussa – Stogi

Cmentarze na Żuławach
Żuławskie cmentarze często otoczone są aurą tajemniczości , czasem mam wrażenie,że towarzyszy im jakaś magia. Takie odczucia miałam w szczególności na początku mojej przygody z Żuławami, gdy dopiero zaczynałam poznawać region. Ilekroć odwiedzałam kolejny stary, żuławski cmentarz, miałam wrażenie, że przenoszę się do innego wymiaru.
https://kochamyzulawy.wordpress.com/2013/10/27/cmentarze-w-regionie/

Reklamy

13 thoughts on “Sentymentalne poszukiwania z mennonitami – wywiad: Katarzyna Czaykowska

  1. Pani Kasiu, jestem zachwycony Pani opowieściami. Klasyczny przykład „rasowego” przewodnika. Uwielbiam Żuławy. Temat Mennonitów znałem bardzo pobieżnie. Pani wykład w Muzeum w Nowym Dworze Gdańskim pozwolił mi na lepsze poznaniu tej grupy narodowej. Dziękuję i życzę fajnych grup.

      • my e-mail (janmar.bro@hetnet.nl) adress changed. please send now to ja.broere@telfort.nl. I am very interested because we restaurated with a workgroup from Holland the funeralplaces in Malbork, Markushof, Thörichthof, Wicrowo and Ladekopp and later also Campenau. we worked together with Mr. Rybak (Stare Pole) and Klein.(Nowy Dwor) both died.

  2. Reblogged this on Tutivillus i inni and commented:
    Nie mogłam się oprzeć i rebloguję ciepły tekst, jaki napisała Marta Antonina Łobocka na swoim blogu Kochamy Żuławy. Dość dużo jej cierpliwości zużyłam, zanim zerknęłam w ogóle na pytania. Nie ze złośliwości, tylko z lenistwa, potem zapomniałam gdzie w mailach je miałam, a potem zwyczajnie był sezon. Teraz – podczas jednego ze spotkań – dopadła mnie 😉 i zmobilizowała.
    Zmobilizował mnie tez do znalezienia starych zdjęć. Jak to zwykle bywa – szukałam pudła, znalazłam dużą torbę ze zdjęciami z Wtedy i Tam 🙂
    Ale udało się. Zeskanowałam te stare, te niedawne przesłałam mailem i doczekałam się ciepłego tekstu, pisanego z sympatią do interlokutora.
    Dziękuję 🙂

    • 😀 ciesze się bardzo! Jak pracowałyśmy z Panią Kasią nad tym wywiadem, to już wtedy wiedziałam, że to będzie świetny tekst, bo Pani Kasia ma niesamowitą osobowość i pasję! 🙂

  3. Witam serdecznie, chciałam tylko napisać że mieszkałam w domu podcieniowym w Orłowie na ulicy którą nie dawno nadano nazwę Mennonicka. Teraz zostali tam i mieszkają moi rodzice. W przydrożnym lesie jako dzieci ze wsi, a później nastolatki spędziliśmy miło czas. Co się w międzyczasie okazało znajduje się tam bardzo stary cmentarz. Starą opowieść słyszałam, że stał tam kościół ze studnią a obok były groby. I od domu do kościoła było podziemne przejście. Nie wiem czy to prawda ale w domu w piwnicy było zabudowane jakby jakieś przejście nie otynkowanymi cegłami. Na cmentarzu faktycznie była studnia ale nie do końca zakopana.
    Dziekuję za wspomnienia i życzę samych miłych chwil. 😉

  4. Pingback: Wycieczka z uczniami z Szymankowa – 31.05.14 |

  5. Pingback: W biegu, po drodze żuławskim traktem – Katarzyna Czaykowska |

  6. Pingback: Zamek w Malborku – nocne zwiedzanie |

  7. Pingback: Wzdłuż Nogatu | Kochamy Żuławy

  8. Pingback: Żuławy dla początkujących – wizytówki regionu | Kochamy Żuławy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s