W biegu, po drodze żuławskim traktem – Katarzyna Czaykowska

„W biegu, po drodze żuławskim traktem” to opowieść o Żuławach, widziana oczami przewodniczki, Katarzyny Czaykowskiej – Stój, która od dawien dawna przybliża innym region delty Wisły.
Najnowsza publikacja jest  pewnego rodzaju przewodnikiem po Żuławach Steblewskich (Gdańskich), ale autorka mówi także o Gdańsku, Elblągu i Malborku.
To opowieść o historii małej i dużej, o ludziach, tradycjach, kuchni, problemach, blaskach i cieniach tych ziem, ale także o dzieciństwie, rodzinie, dziurach w cegłach i autorytetach Pani Kasi.

Czaykowska w biegu - Kopia

Książka została wydana z inicjatywy Stowarzyszenia „Żuławy Gdańskie” – na podstawie zapisek publikowanych na blogu autorki https://czaykowska.wordpress.com/



10422144_845177718868542_3152240320190072018_nZ pasją o Żuławach
Czytając książkę „W biegu, po drodze żuławskim traktem” zdecydowanie można poczuć pasję Pani Katarzyny Czaykowskiej oraz miłość jaką obdarzyła Żuławy. Mimo iż to mieszkanka dużego miasta, jak mało kto rozumie ona  specyfikę Żuław. Często przewodniczka podkreśla, że nie wie kto ma większą frajdę z żuławskich wypraw: turyści, których oprowadza, czy też ona sama. Aż trudno uwierzyć, że kiedyś było inaczej!

„Muszę się do czegoś przyznać… Otóż wiele lat temu powiedziałam, że na Żuławach nie ma niczego ciekawego. Że płasko, pusto, nudno… A potem, najpierw z rodzinnej historii wychynął się jakiś „praszczur” na Żuławach, a następnie – zostałam przewodnikiem… Konkludując, nigdy już tak nie powiem. Ba! Odszczekuję wszystko!!! Bo im więcej wiem o Żuławach (…) tym bardziej bliski staje mi się ten Płaski Kraj nad Wisłą.” – cytat z książki

IMG_8548– Jak to się stało, że pokochała Pani Żuławy?
Katarzyna Czaykowska: Powinnam powiedzieć, że ta miłość spadła na mnie nagle i niespodziewanie. Ale tak nie było. Mogę śmiało określić to uczucie, jako miłość dojrzałą i świadomą. To nie żadne tam zafascynowanie nagłe, typu och-y i ach-y. To stawało się tak stopniowo 😉 Otóż, znalazłam rodzinny ślad tutaj właśnie. Bo nie przemawiało do mnie kiedyś, że mój Ojciec zakochany był w Żuławach. Że znał je od WTEDY, czyli zanim jeszcze odeszły w niepamięć po 1945 roku. Nie wierzyłam Mu, że tu może być pięknie, magicznie, mistycznie. Nie widziałam tego wszystkiego. No i w końcu los mnie pokarał, zsyłając mi jakiegoś przodka, pociotka czy powinowatego (?) na Żuławy w początkach wieku XVIII. Zaczęło się szperanie, szukanie, dywagacje, dlaczego tu, dlaczego on – i takie tam… Przy sposobności nagle pojawiali się ludzie, którzy chcieli, bym im pomogła w poszukiwaniach rodzinnych. No i dostałam od Rodziny aparat fotograficzny… Jak wiemy – Żuławy są szalenie fotogeniczne, i nie ma dwóch takich samych ujęć nawet tej samej wierzby. No i przyszła miłość. Taka dojrzała, bo już wiedziałam za co kocha się Żuławy. To nie fascynacja nagła, to nie egzaltacja, jakiej ulegamy wszyscy przy pięknych widokach, to są moje Żuławy. W deszczu zacinającym. W błocie po uszy. Z chabrami, makami i ze śpiewem skowronków. Z zapachem rzepaku. Z mentalną niemocą lokalnych władz, nieczujących bagażu przeszłości. Z niejednokrotnie okrutną bezmyślnością wielu, którzy tu tylko mieszkając. Z zapałem wreszcie – wielu, którzy na szczęście identyfikują się z tym kawałkiem błota na mapie Polski….

Wykład o mennonitach - dla Stowarzyszenia "Kochamy Żuławy" Fot. Igor Pawlicki / Foto.IgorPawlicki

Wykład o mennonitach – dla Stowarzyszenia „Kochamy Żuławy”
Fot. Igor Pawlicki / Foto.IgorPawlicki

Człowiek przede wszystkim

Jestem wielką admiratorką Żuław i ich historii, poznawanej poprzez pryzmat ludzkich losów.” – cytat z książki

IMG_6264Pani Kasia ukazuje Żuławy z perspektywy człowieka i to właśnie ludziom poświęca bardzo dużo uwagi. To oni są przedmiotem jej wnikliwej analizy. Poszukuje prawdy historycznej o dawno zmarłych mieszkańcach tych ziem, ale także uważnie słucha opowieści tych żyjących, którzy często niosą na swych barkach ciężki bagaż doświadczeń.
To właśnie ten ludzki aspekt książki „W biegu, po drodze żuławskim traktem” oraz fakt, że autorka pisze z przymrużeniem oka, sprawia, że publikację „pochłania się” błyskawicznie. A gdy czyta się to, co już samemu słyszało się od jednej z Żuławianek, Pani Eli Kufel: „Trutnowy, jak krowy – pamiętaj odmianę” – człowiek uśmiecha się od ucha do ucha :). Pani Kasiu, mi również ten zwrot zapadł w pamięci – jest on bardzo pomocny, gdyż odmiana nazwy „Trutnowy” przysparza wielu problemów.

Na cmentarzu w Stawcu

Na cmentarzu w Stawcu

– Jakie spotkania ceni sobie Pani najbardziej?
Katarzyna Czaykowska: Każde jest cenne. Pamięta Pani to spotkanie w jednym z niesłychanie zaniedbanych domów podcieniowych „na trasie”? Nieopodal pasła się urocza koza, a spod nóg niemal czmychnął nam kot… To też było wyjątkowe, bo nagle spotkałyśmy WTEDY przeniesione do TERAZ. I wątpię, by obecni mieszkańcy borykający się z okrutna prozą dnia codziennego w ogóle myśleli o poprzednich właścicielach, czy też o tym, ile i jaką śmietankę do słodkich bułeczek używali. Cenię sobie też ludzi, którym się chce. Chce się grzebać w dokumentach, chce się korespondować z Przeszłością, i chce się wiedzieć więcej. Chyba jednak takie spotkania cenię sobie najbardziej. Bo spotkania z Mennonitami i ich wspomnieniami – są oczywiście poza protokołem 😉

Sentymentalne podróże
To co Pani Kasia Czaykowska najczęściej wspomina i to z największym sentymentem, poruszając serca wszystkich słuchaczy, to opowieści z jej wypraw w poszukiwaniu śladów przeszłości i bytności dawnych mieszkańców Żuław.

„Znalazłam jakiś krzak z kolcami i małymi przekwitłymi kwiatkami. Pani X zerwała kilka gałązek na pamiątkę. Mówiła, że okno jej pokoju wychodziło na park właśnie i pamięta poranne ćwierkanie wróbli. Nie ma już domu, w którym Pani X spędziła szczęśliwe dzieciństwo, zamiast niego stoi murowane bezstylowe pudełko. Dziki park był już o tej oprze ciemny i cichy. Szumiał jedynie wiatr w liściach… Odwróciłam się ku pani X i ujrzałam, że płacze. Wszyscy mieliśmy mokro pod powiekami.” – cytat z książki

Barcice Fot. Katarzyna Czaykowska

Barcice
Fot. Katarzyna Czaykowska

Poszukiwania bywają jeszcze trudniejsze. Lord L.  w 1945 r. uciekał wraz z matką i siostrą z Prus Wschodnich. Rezygnując z promu Wilhelm Gustloff, przemierzali wozem zamarznięty Zalew. Wiele lat później przyjechał do na Mierzeję Wiślaną.

Stał na molo w Krynicy z zaciśniętą dłonią. Patrzył na Zalew jakby kogoś szukał w niemal idealnie gładkiej toni. (…) Utonęła gdzieś tu, na Zalewie – wskazał ręką przed siebie. – Na wysokości Frauenburga. Pamiętam wzgórze z katedrą – dokończył” – cytat z książki

Czy Lord L. mówił o matce czy o siostrze? Nie wiadomo. Pani Kasia nie odważyła się odezwać.

Zapraszam do wcześniejszego wywiadu „Sentymentalne poszukiwania z mennonitami” -> https://kochamyzulawy.wordpress.com/2014/02/25/sentymentalne-poszukiwania-z-mennonitami-wywiad-katarzyna-czaykowska/

Malbork –Wiadomy Zamek głęboko w sercu skryty

„Malbork istniał w moim życiu od zawsze i to o różnych porach roku. Najwyraźniej istniał jesienią (…) wtedy cały zamek był nasz, bo przewodnika nie potrzebowaliśmy – mój Ojciec od przedwojnia znał zamek i ciekawostki o nim.” – cytat z książki

10877957_10153497592704447_1492740551_n

Fot. Jagoda Saj

Pani Kasia, będąc już na studiach, przychodziła tutaj na wagary. Wiadomy Zamek (tak mówi o malborskim zamku nasza bohaterka) konsekwentnie trwał w codzienności Pani Kasi, aż zakorzenił się w jej sercu na dobre. Teraz Pani Kasia jest licencjonowaną przewodniczką po Muzeum Zamkowym i każda wycieczka po tej największej w Europie Kupie Cegieł (jak to określa czasem autorka) to dla niej fascynująca przygoda, mimo iż odbyła ich pewnie z milion ;).

– Co Panią urzekło w Zamku Malborskim?
Katarzyna Czaykowska: Że jest 🙂 On po prostu jest. To jest uczucie irracjonalne, i nie podejmuję się tłumaczenia.

10907198_10153497565594447_771724565_o

Fot. Katarzyna Czaykowska

Nie tylko na różowo

„Wróćcie czasy zrozumienia tych ziem, że nie wspomnę o miłości do nich…” – cytat z książki

W swojej książce Pani Kasia skupia się na pozytywnych aspektach zwiedzania Żuław, ale porusza także cięższe kwestie. Autorka ubolewa nad trudną sytuacją w jakiej znalazły się Żuławy po 1945 roku.

„Czy jest jakakolwiek nadzieja na uratowanie tych wyjątkowych zabytków żuławskiej architektury? Czy urzędnicy tak regionalni, jak i wyższego szczebla wreszcie zauważą, że Pomorze to nie tylko Kaszuby i że tutaj, na Żuławach istnieje wciąż, jakby na przekór powszechnemu mniemaniu, niesłychanie bogate dziedzictwo kulturowe?  (…) Dobrze więc, że chociaż lokalne grupy mieszkańców od czasu do czasu zbierają się (…) ale i oni niewiele mogą, bo „grubsze” remonty kosztują.” – cytat z książki

Fot. Katarzyna Czaykowska

Fot. Katarzyna Czaykowska

– Jak reagują dawni mieszkańcy gdy widzą zrujnowane gospodarstwa, zniszczone cmentarze lub … puste pole?
Katarzyna Czaykowska: Hm…. Reagują bez histerii towarzyszącej Polakom jeżdżącym na wschód. Wiem, że to okrutne dla wielu mających korzenie na kresach. Ale oni są po prostu dojrzalsi. Owszem, jest im łatwiej, nie przechodzili przez to, co spotkało Polaków, ale w ten sposób można wszystko wytłumaczyć. Zwalając winy na innych, system i Obcych. Nigdy nie spotkałam się z jakąkolwiek postawą roszczeniową z ich strony, ale z drugiej strony (wobec nich) spotkałam się niejednokrotnie z agresją i wręcz chamstwem. Kiedyś nas nawet poszczuto psami.
Ale nie zawsze tak jest, i powiedziałabym, że coraz rzadziej. Często zawiązują się przyjaźnie, i raz nawiązana korespondencja trwa potem wiele lat.
Generalnie, reagują z radością, że cokolwiek istnieje, jednocześnie traktując te tereny jako ogniwo w często nie do końca znanej historii rodziny.


IMG_6265Katarzyna Czaykowska: Książeczka – moja książeczka… brzmi dumnie. I nie przypuszczałam, że tyle frajdy mi przyniesie. Co innego czytać siebie w necie, a co innego przewracać kartki i kłócić się sama ze sobą o każdy akapit. Jedno mnie dziwi, że jednak TO zrobiłam, że odważyłam się napisać :).

W planach mam ciąg dalszy, bo przecież moja słońce w kieszeni i chmura gradowa – to nie tylko Żuławy, ale też i dawne Prusy Wschodnie. Mam co robić. A życzliwość, z jaką się ta moja pierwsze drukowana pisanina spotkała, pozwala mi mieć nadzieję, że i następna część znajdzie ciepłe przytulisko :).


ZOBACZ TAKŻE

okladka - z logo - blogSentymentalne poszukiwania z mennonitami
Zapewne nie raz słyszeliście o mennonitach na Żuławach. Zapewne też nie raz historia tych owianych tajemnicą ludzi, rozpaliła Waszą wyobraźnię. Większość z nas tylko podziwia ocalone dziedzictwo tych przybyszów z Niderlandów, niektórzy biorą udział w ich corocznym, żuławskim zjeździe, ale są i tacy, którzy z nimi spędzają bardzo wiele czasu. Taką osobą jest Pani Katarzyna Czaykowska, przewodniczka i podróżniczka, która, oprowadzając wielu mennonitów po Żuławach, poznała ich i zaprzyjaźniła się z nimi.
Zapraszam do lektury wywiadu z Panią Katarzyną Czaykowską.

https://kochamyzulawy.wordpress.com/2014/02/25/sentymentalne-poszukiwania-z-mennonitami-wywiad-katarzyna-czaykowska/

IMG_8532Wycieczka z uczniami z Szymankowa
Kilka miesięcy temu, do jeszcze powstającego Stowarzyszenia „Kochamy Żuławy”, zgłosiła się Anna Kluk. Poprosiła o pomoc w zorganizowaniu wycieczki po Żuławach. Jednakże Ani nie zależało na indywidualnym zwiedzaniu. Tutaj w centrum uwagi mieli znaleźć się podopieczni Ani – uczniowie ze Szkoły Podstawowej im. Edyty Czoskówny w Szymankowie.
https://kochamyzulawy.wordpress.com/2014/06/11/wycieczka-z-uczniami-z-szymankowa/

Reklamy

2 thoughts on “W biegu, po drodze żuławskim traktem – Katarzyna Czaykowska

  1. Pingback: Zamek w Malborku – nocne zwiedzanie |

  2. Pingback: Podsumowanie roku 2015 | Kochamy Żuławy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s