Groblica – nie ma takiej drugiej

DSC_1691~2Groblica leży na Żuławach, na prawym brzegu Wisły, obok Ostaszewa. Tu zobaczycie charakterystyczne dla tych terenów pejzaże, typową architekturę żuławską, domy pełne fascynujących historii. Ale, co najważniejsze, odnajdziecie tutaj prawdziwych pasjonatów z sercem na dłoni, zakochanych w swej uroczej miejscowości. Fakt, że w Groblicy można tak silnie poczuć Żuławy, ale też totalnie się wyciszyć oraz poznać tak niesamowitych i fascynujących ludzi, sprawia, że dla mnie to wyjątkowe miejsce, które darzę ogromną sympatią.
Zapraszam do relacji ze spotkania w Groblicy – o samym spotkaniu słów kilka, a o Groblicy znacznie więcej. 🙂


DSC_1711~2„Mały Rzym” na Żuławach
Mówią, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu – w tym włoskim nie byłam, ale w tym żuławskim tak i tutaj faktycznie ta teoria się potwierdza. Nawet jeśli te drogi powodują chwilowe zagubienie w czasoprzestrzeni.  Zastanawiacie się pewnie o jakim żuławskim Rzymie bredzę. Ano jest jedno takie miejsce i to w nim spotkali się Członkowie Stowarzyszenia „Kochamy Żuławy”.
Miejsce to miałam okazję zobaczyć na przełomie zimy i wiosny 2015 roku. Mimo iż, jeszcze bezlistne, zauroczyło mnie niesamowicie. Wiedziałam, że muszę tu wrócić razem z Członkami SKŻ.
„Mały Rzym” mieści się w Powiecie Nowodworskim, w Gminie Ostaszewo, w Sołectwie Piaskowiec, a dokładniej w Groblicy, w ogrodzie sołtysa, Pana Andrzeja Przedcieczyńskiego. Urokliwe miejsce, nawiązujące dekoracjami do czasów antycznych, porośnięte winoroślą, dające schronienie przed upałami.
Zobaczcie jak „Mały Rzym” wyglądał na początku roku, jeszcze nieporośnięty, oraz jak wyglądał w sierpniu.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Biesiada żuławska w Groblicy
„Mały Rzym” – to właśnie to miejsce było przyczynkiem do zorganizowania spotkania Członków Stowarzyszenia „Kochamy Żuławy”. Miał to być zwykły stowarzyszeniowy grill  w Groblicy, u sołtysa Andrzeja Przedcieczyńskiego. Takie integracyjne spotkanie. Z Panem Andrzejem jest jednak tak, że jak się go w coś zaangażuje, to daje nie 100, nie 200,  nie 300 czy 400 a 500% normy ;).  Skromne spotkanie przerodziło się w wielką biesiadę, w którą oczywiście bardzo mocno zaangażowała się Pani Danusia Przedcieczyńska, Panie z naszego ulubionego Sołeckiego Koła Gospodyń w Piaskowcu oraz mieszkańcy Groblicy i Piaskowca. Tak wiem, czyste szaleństwo 🙂 <3.

Prawie cała ekipa :)

Prawie cała ekipa 🙂

A jakie atrakcje na nas czekały? Na powitanie kawa i wyśmienite ciasta, wystawa przepięknych obrazów Wiktorii Maciejewskiej, dwugodzinne zwiedzanie Groblicy z przewodniczką Anią Krokosz, grill i ognisko (kiełbaski, kaszanka, sałatki itd.) a także przepyszny łosoś, złowiony i przyrządzony przez mieszańca wsi, Pana Leszka Olszewskiego.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

DSC_1641~2Skryta tajemnica
Dom ten zlokalizowany jest w centrum Groblicy, ale z ulicy ciężko go dojrzeć. Gdyby wcześniej Pani Danusia Przedcieczyńska nie pokazała mi go, to nie wiedziałabym o jego istnieniu. Widać, że dom był częścią zagrody holenderskiej (można zauważyć ścianę ogniową oddzielającą cześć mieszkalną od nieistniającej już części gospodarczej). Obiekt zdobiony jest laubzekinami, a przed domem rosną kwiaty – znajduje się tu także niewielki płotek z zawieszonymi na nim garnkami (uwielbiam!). Właściciele, Lidia Kulewicz i Stanisław Liedtke, dbają także o wnętrze domostwa – stare wycinki z przedwojennych gazet, obrazy nieistniającego już wiatraka, cała masa starych przedmiotów – to prawdziwa radość dla miłośników Żuław.
Niestety, właściciele domu nie mogli nas osobiście gościć w swych progach, ale zostawili nam list i drobny poczęstunek. Wielokrotnie już mówiłam, że Żuławiacy są bardzo otwarci i gościnni!

Piękny drewniany dom, z 1819 roku – opowiada przewodniczka, Ania Krokosz –  o konstrukcji zrębowej na podmurówce. Istotnie kiedyś wchodził w skład zagrody holenderskiej, jednak do czasów obecnych ostał się tylko dom, a na posesji jeszcze budynek dawnego młyna. Ganek dobudowano w czasach powojennych, ale utrzymano go w charakterze typowej zabudowy żuławskiej – ozdobiono laubzekinami oraz innymi detalami. Właściciele bardzo dbają o swój dom – obecnie trwa renowacja podmurówki. Są też zapalonymi kolekcjonerami, w ich domu mogliśmy zobaczyć stare przedmioty, zbiory porcelanowych naparstków, figurek, puzderek, obrazów – przedmiotów z duszą. Swoją pasją zarażają również swoje wnuki.
Jak już wspomniałam na posesji znajduje się także budynek dawnego młyna. Oprócz zabudowania pozostały również koła młyńskie oraz dawne urządzenia gospodarskie.

DSC_1656~2Wszystkich zachwycił jeden z obrazów – przedstawiający ganek domu i w tle nieistniejący już wiatrak. Zebraliśmy się obok młyna, przewodniczka rozdała zdjęcia przedstawiające wiatrak. Służył do regulacji stanu nawodnienia, czyli był typu odwadniająco-nawadniającego. Niestety wycofujący się w 1945 r. Niemcy spalili go. Pozostały tylko zdjęcia, kanał odprowadzający wodę i prawdopodobnie terp, na którym stał. Mogliśmy więc tylko z oddali oglądać miejsce, w którym się znajdował.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Przeprawa promowa

Groblica, dawniej uważana za część Ostaszewa – opowiada Ania Krokosz – leżała przy drodze głównego traktu królewskiego z Gdańska do Malborka. W tym miejscu nad Wisłą założono przeprawę promową Ostaszewo – Leszkowy. Znajdował się tu prom i karczma. W XV wieku zatrzymał się tu król Kazimierz Jagiellończyk, a kilkanaście lat później wydał burmistrzowi Gdańska, Rudolfowi, przywilej do prowadzenia w Ostaszewie promu, karczmy i produkcji piwa (zabudowa mogła wzbogacić się o gorzelnię). Do dziś zachował się tylko budynek (spalony) domu podróżnego, reszta zabudowań już nie istnieje.

 

 

Zatrzymując się na wale wiślanym, mogliśmy nie tylko podziwiać piękno krajobrazu, ale i usłyszeliśmy ciekawe opowieści. Przewodniczka opowiedziała o wielkich powodziach, które kilkukrotnie niszczyły okolicę.

W 1526 r. w karczmie przy przeprawie – opowiada Ania Krokosz  – nocował król Zygmunt Stary. Kilka dni po jego odjeździe wielka woda przerwała wał i zalała okoliczne tereny. W czasie nocnej tragedii zginęło 200 mieszkańców Ostaszewa, a kolejnych 85 w czasie naprawy wału. Wskutek całej powodzi ucierpiało 15 wsi, zginęło 5000 ludzi oraz zwierzęta gospodarskie. Odbudowa zniszczonych terenów trwała 5 lat. Zniszczenia były tak wielkie, że król nakazał miastom wspomóc Żuławy finansowo – zareagowali jedynie włodarze Gdańska. Było to ciężkie doświadczenie dla mieszkańców. Kolejna powódź nastąpiła po wojnach szwedzkich, a później w 1945 r., gdy wały wysadzili Niemcy.

Dom rybaka
DSC_1668~2Zeszliśmy z wału wiślanego stromym zboczem do domu rybaka, Leszka Olszewskiego. Dom ten należał kiedyś do przewoźnika promowego i powstał w 1793 roku.
Trafić do tej chaty nie jest prosto. Już widzę kuriera wiozącego przesyłkę, błądzącego po Groblicy. Ale może też dzięki temu, dom ten jest jeszcze bardziej magiczny. Pierwsze na co zwróciłam uwagę to iglaki rosnące przy obiekcie – nie jest to zbyt częsty widok na Żuławach. Drugie spostrzeżenie: Państwo Elżbieta i Leszek Olszewscy dbają o detale oraz otoczenie domu. Kwitnący ogród potrafi zawrócić w głowie, a gdy dodamy do tego liczne stare przedmioty i ponownie, garnki na płocie, stare dwoinkowe drzwi i ławeczkę skrytą w bluszczu – tak, to jest ta magia Żuław :).

Dom szczególny – kontynuuje przewodniczka – ze względu na konstrukcję – zadziwia niezwykle wysoki i spadzisty dach. Największy zachwyt wzbudzają piękne drzwi zdobione ćwiekami, z kołatką w kształcie kotwicy. Na belce nad drzwiami inskrypcje i data powstania budynku.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.


Malowniczy dom w polu

Od lat to jeden z moich ulubionych domów żuławskich – pierwszy raz urzekł mnie w porze letniej, gdy na polu przed nim kwitły kwiaty samosiejki. Od tamtej pory zawsze na niego spoglądam i chętnie fotografuję. Już przez trzy lata zaglądam tu razem z wycieczkami, widząc postępujące prace remontowe.
Dom należy do Państwa Anity i Czesława Zglinieckich, którzy zawsze chętnie zapraszają nas do środka. Pani Anita oprowadza nas po ogrodzie i wnętrzu, pokazuje kolejne ukończone prace i dzieli się swoją pasją i miłością jaką darzy to miejsce.
Więcej o tym obiekcie przeczytacie tutaj https://kochamyzulawy.wordpress.com/2013/08/31/gmina-ostaszewo-wycieczka-autokarowa/

Słoneczna, gościnna Groblica
DSC_1693~2Dzień spędzony w Groblicy zostanie w mej pamięci na bardzo, bardzo długo i będę go wspominać z sentymentem. Groblica jest tak malowniczą i gościnną miejscowością, że aż chciałoby się tu zamieszkać.

Ogromne podziękowania i uściski kieruję do Państwa Danusi i Andrzeja Przedcieczyńskich – to dzięki ich ogromnemu zaangażowaniu ten dzień był tak fantastyczny! Ale przecież również bardzo pomogli mieszkańcy Groblicy i Piaskowca, na czele z Paniami z Sołeckiego Koła Gospodyń w Piaskowcu. Przez żołądek do serca – ale to chyba tylko w przypadku osób, które były w sołectwie po raz pierwszy, bo pozostali dawno pokochali to miejsce.
A gościna właścicieli starych domów? Przecież to miał być tylko krótki spacer, a faktycznie odbyło się konkretne zwiedzanie Groblicy!

A w pamięci mej otwarte serca mieszkańców Sołectwa Piaskowiec, a przed oczami kwitnące, groblickie słoneczniki….. 🙂

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Reklamy

4 thoughts on “Groblica – nie ma takiej drugiej

  1. Mam nadzieje zwiedzić Żuławy w przyszłości. Narazie operuje w granicach Trójmiasta, ale jeśli nadarzy się okazja to na pewno udam się te strony. Bo nie tylko człowiek Trójmiastem żyje 🙂 Pozdrawiam

  2. Pingback: Podsumowanie roku 2015 | Kochamy Żuławy

  3. Pingback: Spacer z przewodnikiem po Ostaszewie – „Zwiedzamy Żuławy” | Kochamy Żuławy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s