Daleko od domu – Podlasie

Tak wiem, z Żuław na Podlasie jest spory kawałek. Wiem też, że te regiony się różnią. Jednak zdaję sobie sprawę, że osoby doceniające piękno Żuław odnajdują się także na Podlasiu. Przecież tam w każdej wsi, na każdym rogu znajdują się stare drewniane chaty. Także i tam ludzie żyją spokojniej.
Oba regiony charakteryzują się wielokulturowością. No i są wiatraki :). Dlatego stwierdziłam, że pokażę Wam Podlasie (a dokładniej województwo Podlaskie) z perspektywy miłośniczki drewnianej architektury i pasjonatki Żuław. 

podlasie — kopia


Wielokulturowość

Województwo Podlaskie to region, w którym przenika się wiele kultur. Mieszkają tu nie tylko Polacy ale również Białorusini, Litwini, Ukraińcy, Rosjanie.
Jak w innych regionach Polski, znajdziecie tutaj dużo kościołów katolickich (które totalnie ignorowałam :P), ale chyba znacznie więcej cerkwi (albo takie odniosłam wrażenie :)). To w Podlaskim właśnie mieszka najwięcej wyznawców prawosławia. Cerkwie są imponujące i nie jestem w stanie wymienić wszystkich miejscowości, w których je widziałam, dlatego wymienię te najciekawsze: Stary Kornin, Dubicze Cerkiewne i Bielsk Podlaski.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

A odniesienia do Żydów? To także w Podlaskim – synagogi, kirkuty, muzea czy restauracje. Koniecznie trzeba odwiedzić Tykocin oraz Orlę.

3 (1) (Copy)To co było dla mnie najciekawsze, w spotkaniu z religiami Podlasia, to kontakt z Tatarami, którzy mieszkają tu od wieków. Fascynujące spotkanie w Kruszynianach, w tamtejszym meczecie, przybliżyło mi tematykę muzułmanów i islamu. Do meczetu wchodzi się boso – skarpety pozostają na nogach. Wewnątrz wystrój skromny. Duża sala przeznaczona jest dla mężczyzn, a kobiety siedzą w pomieszczeniu z tyłu, za firanką – by nie rozpraszały. Nigdzie nie znajdziesz wizerunku człowieka czy zwierzęcia.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Słyszałam też, że w Podlaskim, na północy, mieszkają staroobrzędowcy.

Magia podlaskiej wsi

To właśnie podlaska, wielokulturowa wieś była największym magnesem i przyczynkiem do zorganizowania urlopu w tym regionie. Szukałam starych, drewnianych wiatraków – znalazłam :). Wypatrywałam chat z licznymi zdobnymi detalami, charakterystycznymi dla tych ziem – wypatrzyłam! Liczyłam na zaskakujące spotkania z prawosławnymi cerkwiami – i nie przeliczyłam się!

8 (2) (Copy)

W trakcie wycieczki poruszaliśmy się bocznymi drogami – by poczuć klimat podlaskiej wsi. Kilka z tych miejscowości zapadnie mi w pamięci na zawsze! Zacznę od słynnej już Krainy Otwartych Okiennic – to był żelazny punkt wycieczki. Kilka wsi obok siebie, gdzie zachował się klimat dawnego Podlasia z malowanymi okiennicami. Miejscowości oddalone są od miast, więc, spoglądając do niektórych zagród, można zdecydowanie powiedzieć, że tak, tutaj czas się zatrzymał (do tej pory pamiętam starą babinkę z owcami).

Zrobiłam jednak nieświadomy błąd, bo przed Krainą Otwartych Okiennic odwiedziłam inną wieś – i potem już żadna inna miejscowość nie robiła na mnie wrażenia. Myślę o Wojszkach – przepraszam, ale w porównaniu z Wojszkami, wszystkie inne wsie się chowają. Tutaj mieszka lokalny snycerz, którzy tworzy drewniane ornamenty, a to nimi właśnie ozdobione są domy we wsi. FANTASTYCZNE MIEJSCE!

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

15 (1) (Copy)I jeszcze moje „żuławskie” odkrycie. Oczywiście, słowo „żuławskie” jest użyte na wyrost, ale jednak poczułam się tu jak u siebie. Dlaczego? Wyobraźcie sobie: wjeżdżacie do wsi – wszędzie płasko, wszędzie szpalery wierzb – i to cała masa – gdzie nie spojrzycie, wierzby! A potem dojeżdżacie do starego gospodarstwa zlokalizowanego przy polu: drewniany płot, drewniany dom, drewniany wychodek  i drewniany…wiatrak! Wysiadłam, obejrzałam i się zakochałam. MUSZĘ tu wrócić i obejrzeć to miejsce dokładnie. A co to za miejsce? To wieś Drewnowo Ziemiaki – to faktycznie już tuż za i tuż przed granicami województwa Podlaskiego (to taki mały fragment Mazowieckiego, wcinający się w Podlaskie). Podobno ta zagroda to „zaproszenie” do muzeum rolnictwa w Ciechanowcu (już Podlaskie).

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Muzea na wolnym powietrzu

Tzw. „skanseny” to mój ulubiony typ obiektów muzealnych. Wiadomo – odniesienie do dawnej wsi, dbałość o detale, klimat i drewniane chałupy <3. W trakcie sześciodniowej wycieczki odwiedziłam 3 tego typu muzea.

  1. Białostockie Muzeum Wsi – zabudowa typowa dla Wschodniego Podlasia oraz Mazowsza. W jednej z chat jest przedszkole, w kilku innych mieszkają ludzie. W muzeum są aż trzy wiatraki! Ciekawostką jest sporych rozmiarów leśna bimbrownia – działająca!!!

    Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

  2. Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu – zakochałam się w tym muzeum! Znajdziecie tu wschodnio-podlaskie chaty: od prostych chałup aż po bogate dworki – a w samym centrum muzeum znajduje się pałac. Muzeum położone jest malowniczo – nad wodą – tak jest i młyn wodny! W każdej chacie znajduje się inna ekspozycja, w tym ogromna wystawa pisanek (ok. 1,5 tyś sztuk). Jest też wiatrak, oczywiście 🙂 oraz lapidarium ułożone ze starych nagrobków. Po muzeum oprowadza tamtejszy kot ;). Tak, muszę tu wrócić!

    Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

  3. Skansen Kurpiowski w Nowogrodzie – jak sama nazwa wskazuje, to muzeum z chatami charakterystycznymi dla regionu kurpiowskiego. Muzeum usytuowane jest na terenie pofalowanym i pagórkowatym – jest to malownicze ale pełno tu kamiennych schodków – nie wyobrażam sobie, by osoba z problemami zdrowotnymi (chore kończyny dolne, kręgosłup itp.) poradziła sobie ze spacerem po skansenie.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Małe miasteczka

1 (4) (Copy)Faktycznie, w dużych miastach nie czuję się najlepiej – uwielbiam wieś ale sympatią darzę też małe miasteczka. One zazwyczaj mają swój klimat. Zawitałam do Tykocina – miasteczka silnie związanego z kulturą żydowską. Znajdziecie tu, poza słynną wielką synagogą (obecnie muzeum), także kuchnię żydowską czy schowany na obrzeżach miasta cmentarz. Samo centrum Tykocina to spory rynek otoczony urokliwymi domami – oczywiście oczy wszystkich przykuwa ogromny kościół – warto zajrzeć do środka, robi wrażenie!

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

4 (2) (Copy)Drugim miasteczkiem, była licząca ponad 500 lat Supraśl. Z oddali widać górujący nad miastem monaster prawosławny. Mnie osobiście w miasteczku urzekł klimat centrum: urocze uliczki i stojące przy nich stare, małe domki tkaczy – i ten spokój  :). Rzuciliśmy okiem także na pałac – obecnie szkoła. Wszyscy tacy otwarci! Witali się z nami i nikomu nie przeszkadzało, że obcy ludzie z psem kręcą się po przypałacowym parku!

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Byliśmy też w Choroszczy, gdzie znajduje się letni pałac Branickich (muzeum). Pałac otacza woda oraz przepiękny park, z niewielkimi mostkami. Poza tym moją uwagę zwróciły rzeźby końskich głów na zabudowaniach gospodarczych.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Większe miasta

Wyznaczając trasę wycieczki unikałam większych miast. Ale przecież wiadomo, że Białystok to punkt obowiązkowy, wszak to centrum Podlasia! I mimo iż słynny mieszkaniec tego miasta mówił, że „niczego nie będzie” to w Białymstoku trochę ciekawych miejsc można znaleźć. Najładniejszy? Wiadomo, pałac i jego ogrody. Sam rynek nie wywarł na mnie większego wrażenia, ale za to spodobała mi się pewna uliczka, gdzie raczej turyści nie zaglądają. To ulica Złota i przylegające do niej urocze drewniane domy – totalnie inny klimat!

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

5 (12) (Copy)W Białymstoku zatrzymywaliśmy się każdego dnia, zwiedzaliśmy, oglądaliśmy go także wieczorem. Jakoś nie do końca trafia do mnie to miasto, ale mało którym dużym miastem się zachwycam ;).
A jeszcze do tego „gra miejska – płatne parkowanie” – oj biedni my turyści. Do tej pory nie mogę wyjść ze zdumienia… to, jak dla mnie, wielki absurd białostocki…. Chcesz parkować? Musisz uiścić opłatę. Gdzie? Ha! Informacja na słupach jest, owszem, ale tylko o smsowym systemie. To wszystko. Jesteś turystą? Słabo…. Z smsowego systemu nie skorzystasz (o czym nie dowiesz się ze słupa :P). Szukasz w Internecie, ale czas leci a płacić trzeba… JAKOŚ… Dzwonisz na infolinię, bo tak będzie szybciej. Udaje się za którymś razem (nie każdy nr jest odbierany). Okazuje się, że faktycznie automatów nie ma, ale musisz kupić karnet. Ale gdzie? A poszukaj sobie on-line listy sklepów (w pdf) – my kupiliśmy w …. alkoholowym…. Pech chciał, że mieli tylko półgodzinne, więc zamiast dwóch biletów na 2 godziny musiałam wypełnić 4…. Tak…. wypełnić, pozaznaczać, pobawić się w krzyżyki ;). Pamiętaj też, że są różne strefy, z różną taryfą – im odpowiadają różne karnety! Nawet nie wiem ile czasu straciłam na rozpracowywanie systemu płatnego parkowania w Białymstoku…. Oj to była zabawa…

17 (10) (Copy)Na koniec wycieczki zatrzymaliśmy się w Łomży. I wiecie co? Podoba mi się to miasto (pewnie dlatego, że jest mniejsze ;)). Ale tak serio, rynek całkiem ładny (poza jednym szkaradztwem), uliczki klimatyczne, kamienice odnowione tylko ludzi brak. Prawie wszystko pozamykane, bo klientów nie było przez cały dzień. Łomża wydaje się nieco większa, ale klimatem pasuje mi bardziej do mniejszego miasta. Podoba mi się lokalizacja Łomży, na wysokiej, nadrzecznej skarpie. Jest jeszcze „mały zgrzyt”. Łomża, przez swoją lokalizację, mogłaby mieć fantastyczne punkty widokowe, ale takowych nie znalazłam. A to mur przy parkingu za wysoki, a to krzaki i drzewa. Szkoda, bo idąc uliczkami, widać te fantastyczne, odległe panoramy, ale gdy do tych „punktów” widokowych podchodzi się bliżej, to już nic nie widać. Jedyne miejsce widokowe jakie zauważyłam znajduje się na prywatnej posesji. Ale miasteczko polecam. Urocze!

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Parki Narodowe

Zacznę od wielkiego rozczarowania – Białowieski Park Narodowy. Rozpisywać się nie będę bo w sumie nie ma o czym… Brak informacji, brak sensownych tablic, brak drogowskazów – wychodzisz z muzeum i w sumie nie wiesz gdzie masz iść by zobaczyć to co chcesz zobaczyć.  Krążysz, szukasz.  Szlag Cię trafia, bo tablice wprowadzają Cię w błąd. Widzisz tylko zwykłe drzewa, najnormalniejsze. „Szału nie ma”, a irytacja rośnie. Oszem, możesz przecież wynająć przewodnika i łazić po puszczy nawet przez kilka dni. Ale jak chcesz tylko poznać podstawy? Liznąć temat bo masz niewiele czasu a i tak jest pioruńsko zimno? No to turysto możesz sobie ponarzekać tak jak ja. O tyle dobrze, że zobaczyłam ten jeden konkretny budynek na którym mi zależało i trafiłam na ankieterów, którzy badali zadowolenie turystów. Wszystkie moje uwagi (było ich więcej) zostały spisane i liczę, że ktoś się nad nimi zastanowi, tym bardziej, że rozmawiając z gospodarzem obiektu w którym spaliśmy, dowiedziałam się, że bardzo dużo osób narzeka na brak oznakowania i informacji. A sama Białowieża? Przereklamowana…. I ta straszna komercja i zdzierstwo na wszystkim. Kiedyś pewnie pojadę do Puszczy Białowieskiej, bo myślę, że to miejsce da się lubić i warto poświęcić mu znacznie więcej czasu,  tylko fajnie jakby sama obsługa turystów lepiej działała (i błagam, wyremontujcie te paskudne toalety! O co chodzi z tymi koszmarnymi, pstrokatymi naklejkami?). A samej Białowieży zwiedzać raczej nie mam zamiaru, bo czuję się tam jak na polowaniu na naiwnego turystę, którego można kroić na każdym kroku.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Było wielkie rozczarowanie to pora na spore zaskoczenie – Narwiański Park Narodowy. Miał być tylko krótki przystanek, rzut okiem na rozlewiska, bo co ciekawego może być nad rzeką. A okazało się, że to miejsce ma gigantyczny potencjał, w sumie już go dostrzeżono i wyeksponowano. Wapniewo – mała wioseczka, a taka atrakcja!  Fantastyczna kładka przez Narew i jej rozlewiska, do tego przeprawa promowa dla pieszych (czynna w wakacje) i wieże widokowe. To materiał na długą i ciekawą wycieczkę. Tak, tutaj trzeba wrócić w wakacje!

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Cmentarz małych zwierząt

Jako miłośniczka psów musiałam to miejsce zobaczyć. Ten cmentarz, zlokalizowany w Rzędzianach, jest niewielki, ale wchodząc na jego teren widzisz ogromną miłość jaką były obdarzone spoczywające tam zwierzęta. Na nagrobkach widnieją imiona, zdjęcia pupilów a nawet ich rzeźbione podobizny, ale…. Jest taki jeden nagrobek, który spowodował ogromne wzruszenie – nie ma tam posągu, nie ma tam zdjęcia, jest tylko autentyczna smycz, która towarzyszyła psu może przez całe jego życie… nawet pisząc te słowa ogarnia mnie wzruszenie. Wyszliśmy.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.


Wyjazd „zapoznawczy z Podlasiem” odbył się na początku października 2015 r. Miałam okazję poczuć klimat województwa Podlaskiego i zamierzam do niego wrócić nie raz i nie dwa. Już wiem, którym miejscom warto poświęcić znacznie więcej uwagi, gdzie warto zwolnić i delektować się chwilą.

I tak kocham Żuławy 😉

Reklamy

One thought on “Daleko od domu – Podlasie

  1. Pingback: Podsumowanie roku 2015 | Kochamy Żuławy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s