Dawna Wozownia – Kasia i Janek Burchardt /wywiad/


Dawna Wozownia to tajemnicze miejsce na Żuławach, które pobudza wyobraźnię. Od właścicieli obiektu usłyszeć można wiele porywających opowieści. Ciekawe jaką historię skrywa duch małej dziewczynki?!
Dawna Wozownia to miejsce niby zlokalizowane w centrum wsi Miłoradz, a jednak na klimatycznym, polnym uboczu. Znajdziecie tu mnóstwo starych przedmiotów, gustownie i ze smakiem wyeksponowanych w przytulnym wnętrzu obiektu pochodzącego z XIX wieku. Jednak największym skarbem Dawnej Wozowni są jej właściciele, Kasia i Janek Burchardt, będący duszą tego miejsca.

I jeszcze jedno jest pewne: o pojedynczej, pospiesznej wizycie możecie zapomnieć. Za dużo historii do opowiedzenia, a czas spędzony w Dawnej Wozowni biegnie jak szalony!

Okładka Dawna Wozownia



P1010122Wyremontowaliście zrujnowany budynek dawnej wozowni. Dlaczego akurat ten obiekt?
Kasia i Janek: Gospodarstwo od dawna należało do przodków Janka. Sam budynek dawnej wozowni groził zawaleniem, a tego nie chcieliśmy, więc podjęliśmy decyzję o remoncie. A ponieważ przylega ona do stodoły poszliśmy za ciosem i jej część też została wyremontowana. Docelowo nie wiedzieliśmy jaką funkcję będzie pełnił budynek, ale to miejsce samo podsuwało kolejne kroki.

Jaka jest historia wozowni?
K i J: Historia wozowni zaczyna się w 1896 roku. Jest to typowa zabudowa przy stodole, w której znajdowały się bryczki, wozy, sanie, osprzęt dla koni itp. W późniejszych latach stopniowo była używana jako stajnia dla koni, ale z czasem popadała w coraz to większą ruinę.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Słyszałam, że to miejsce jest nawiedzone. Czy faktycznie można spotkać tu duchy?
K i J: Nie nawiedzone! Jest odwiedzane 🙂 A raczej było, ponieważ znamy je z opowieści. To prawda, że czasami czuć obecność kogoś, chociaż go nie widać 🙂 Dziadkowie, rodzice i wujostwo opowiadali nam o różnych niegroźnych duchach. Podobno można było zobaczyć je wokół posesji lub na polu, jak również w stodole.

Sporo osób opowiada o tym jednym konkretnym duchu, o małej dziewczynce. Jaka jest jej historia?
K i J: Historii dziewczynki nie znamy. Wiemy tylko, że chodziła po belce w stodole i jak ktoś ją zauważył (nie wszyscy widzą duchy :)) to po prostu prosiła o modlitwę. Mama Janka taką modlitwę zamówiła i duch przestał się ukazywać – jednak tajemnicza historia pozostała.
Znana jest też postać białego konia przebiegającego w tym samym miejscu na polu oraz pewnego pana w kapeluszu z aktówką w ręku.

Duchy duchami, ale chciałabym zapytać o Waszą rodzinę, bo i ten temat jest fascynujący. Ojciec Janka, Henryk (a faktycznie Horst), jest autochtonem. Jaka jest historia rodziny Burchardt?
K i J: Z dokumentów, które posiadamy, wynika, że nasza rodzina zamieszkiwała te tereny już w pierwszej połowie XIX wieku. Pradziadek Ludwik walczył w I wojnie światowej, po powrocie zginął w wypadku pod wozem w Miłoradzu. Podobnie zginął dziadek i dlatego Horst nie zna swego ojca. Ich żony musiały same zmagać się z ciężkimi warunkami, podobnie jak większość kobiet w tamtych czasach. Reszta historii, czyli dzieciństwo i dorastanie młodego Horsta było bardzo zagmatwane, więc opiszemy je dokładnie później.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Chciałabym spytać o te wspomnienia z roku 1945, kiedy to młody jeszcze Horst (Henryk) Burchardt musiał rozstać się z gospodarstwem i ukochanymi zwierzętami. Opowiedzcie proszę o tym okresie w życiu pana Henryka.
K i J: Czas wojny w Mielenz (dawniej Miłoradz) przeszedł dość spokojnie. Nie było bombardowań czy drastycznych wydarzeń związanych z tym okresem. Poza tym, że było miejsce, gdzie przygotowywano Żydów do dalszej wysyłki wagonami. Przede wszystkim transportowano do obozów  kobiety z dziećmi.

Horst ze swoją ulubioną owieczką Muki

Horst ze swoją ulubioną owieczką Muki

O ucieczce tata opowiada tak: „W kościele ksiądz Jax powiedział nam, że jest to prawdopodobnie ostatnia msza w Mielenz. Jako dziecko nie wyobrażałem sobie jak można zostawić wszystko. Niestety miał rację. Po powrocie z kościoła moja mama zaczęła pakować najpotrzebniejsze rzeczy. O 4 rano przyszedł goniec, który kazał się pakować i dołączyć do taboru. Zaraz po jego wyjściu rozpłakała się, ale zachowała zimną krew. Kazała mi wstać i przygotować się do wyjścia. Poszliśmy razem nakarmić zwierzęta. Puściłem z łańcucha ulubionego psa, a mama uwolniła konie i krowy by miały dostęp do jedzenia. Niestety musiały zostać w stajni z powodu silnego mrozu. Było mi żal ulubionej owcy, która chodziła za mną jak pies i konia, którego mieliśmy od źrebaka.”

Tata zawsze wspomina jak trudno było mu się rozstać ze zwierzętami. Jak silnym przeżyciem było wyjście na mróz 24 stycznia 1945 roku. To jedynie zarys. Cała ucieczka będzie opisana w szczegółach, ponieważ jest tu wiele wątków.

Horst na swoim ulubionym koniu

Horst na swoim ulubionym koniu

A jak wyglądał powrót do powojennego Miłoradza? Co zobaczyła rodzina Burchardt?
K i J: Tata wraz z babcią dotarli w okolice Słupska, gdzie zatrzymali ich Rosjanie i z tego powodu ich ucieczka musiała się zakończyć. Wrócili do Miłoradza, ale gospodarstwo było już zajęte przez osadników. Przyjęła ich rodzina z Koślinka, gdzie przeczekali okres weryfikacji i udowadniania, na podstawie dokumentów, prawa do własności. W 1948 roku wrócili na gospodarstwo, które zostało ograbione z dobytku. Był to już inny świat. W tym samym roku wrócił z niewoli rosyjskiej dziadek Antoni. Ich jednostka została złapana na wodach terytorialnych i zgarnięta do obozu koło Syberii. Dziadek Antoni to przybrany ojciec Horsta.

Jak już mi wcześniej wspomnieliście, gospodarstwo przedwojennej rodziny Burchardt nie istnieje. Dawna Wozownia wchodzi w skład gospodarstwa rodziny Śmiertka, która osiedliła się tu po wojnie.
K i J: Z dokumentów wyciągniętych z archiwum na zamku w Malborku wynika, że przed wojną gospodarstwo miało kilku właścicieli – konkretnie 6. Ostatni z nich to Wojke. Po wojnie pierwszymi właścicielami gospodarstwa byli Jan i Katarzyna Śmiertka, którzy przyjechali tu z Małopolski. To rodzice mamy Janka, czyli jego dziadkowie. Jan Śmiertka, jako siedemnastolatek, został wcielony w I wojnie światowej do wojska austriackiego. Stamtąd uciekł przez Włochy i Francję i dostał się do Legionów Polskich. Wrócił do Polski pod dowództwem Józefa Hallera.

A jak to było z już nieistniejącym spichlerzem i jeńcami?
K i J: To prawda, w tym gospodarstwie był podobóz jeniecki stalagu (XXB). Został utworzony wokoło 1943 roku i trwał do 1945 r. Znajdował się on w części, która była połączona z budynkiem mieszkalnym. Górną jego częścią był spichlerz, a na dole pierwotnie znajdowały się zwierzęta. Gdy go rozbieraliśmy widoczne było miejsce po małym piecu (kozie) i wejściu. Wracając do tematu podobozu, to tata pamięta takie imiona jak Alan, Artur, Jakop, Hary i Szkota Józefa – ale było ich więcej, około 20. Jeden z jeńców, który wcześniej pracował u babci w gospodarstwie, jesienią poważnie zachorował i został odesłany do Szkocji. Babcia, z tego co mi wiadomo, dostała list z podziękowaniem za pomoc w odesłaniu go do domu.

Przebywał tam też wachman, który kontrolował czy stan jeńców się zgadza i czy wracają na noc do stalagu. Tata często w niedzielę zanosił im jedzenie do stalagu i dostawał czekolady, które jeńcy otrzymywali w paczkach od Czerwonego Krzyża. Znam też bardzo pozytywną historię. Jeden z jeńców dostał pozwolenie na stałe przebywanie w pewnym gospodarstwie u pewnej wdowy. Babcia mówiła, że udało im się uciec do Niemiec i tam wzięli ślub:).

DSC_2347-01

Podobno w gospodarstwie pomagano Żydom. Wiecie coś więcej na ten temat?
K i J: Tata opowiada tak: „Pomagano, owszem, ale nie w gospodarstwie. Z tego co wiem babcia miała sąsiada ,który donosił, więc nie mogła ryzykować. W Mielenz był punkt zbiorczy do dalszej wysyłki Żydów. Babcia pomagała im w inny sposób  – np. piekąc chleb zawsze myślała o nich. Ja idąc do szkoły zanosiłem im go. Chleb miałem w tornistrze, opierałem się o bramkę, a oni wyjmowali go sobie. Nie było ich wielu, to były kobiety z dziećmi.”

Dzieci z dawnego Mielenz. Horst jest na środku przed nauczycielką (niektóre z tych dzieci zginęły podczas ucieczki).

Dzieci z dawnego Mielenz. Horst jest na środku przed nauczycielką (niektóre z tych dzieci zginęły podczas ucieczki).

DSC_2340-01-01Coś czuję, że o historii tych miejsc moglibyście opowiadać i opowiadać, ale nie odsłaniajmy wszystkich tajemnic, by odwiedzający Dawną Wozownie mogli odkryć ją samodzielnie. Na koniec wywiadu powiedzcie proszę jakie macie wstępne plany względem tego miejsca.
K i J: Jeżeli chodzi o plany to jest to sprawa rozwojowa. Na początku nie myśleliśmy o tym, że będzie to miejsce spotkań, ale okazało się, że ludzie lubią tu przebywać. Ku naszemu zdziwieniu znajomi widząc, że zbieramy stare przedmioty, zaczęli nam je przynosić (np. od Izabeli Chojnackiej-Skibickiej dostaliśmy zgrzebło do lnu i ściski do szycia pasiorków (pasy do uprzęży dla konia), od Haliny i Ryszarda Grabowskich kołowrotek, który widzieliście na zdjęciach).

Myślimy że jest to rewelacyjne miejsce przystanku dla turystów – takie miejsce na odpoczynek. Mamy również propozycje na wykłady i warsztaty (tu Stowarzyszenie„Kochamy Żuławy” działa 🙂 ). Mamy wiele planów i pomysłów, których po prostu nie chcemy zapeszać .

I pytanie, które muszę Wam zadać: dlaczego lub za co kochacie Żuławy? 🙂
K i J:  Żuławy kochamy bardziej za to jakie były barwne i różnorodne kulturowo i wyznaniowo. I za ludzi, którzy chcą zachować fragment historii dawnych Żuław.

DSC_2326-01-01

Przedwojenne zdjęcia pochodzą z rodzinnego albumu Kasi i Janka Burchardt. 


ZOBACZ TAKŻE:

Życie w starym, żuławskim domu – Joanna i Marek Kownaccy

 Elewacja i widok domu z okresu przedwojennego / rok 1987

Elewacja i widok domu z okresu przedwojennego / rok 1987

Ona sprowadziła się na żuławską wieś 8 lat temu, on mieszka tu od urodzenia. Zakochali się w sobie, zakochali w Żuławach i zakochali w starym, przedwojennym domu, który skrywa wiele tajemnic. Ich rytm życia wyznacza właśnie to wiekowe domostwo. To tutaj przyjeżdżają ludzie spragnieni ciszy i spokoju…

O domu liczącym ponad 150, blaskach i cieniach życia na żuławskiej wsi, miłości do miejsca i historii opowiadają Joanna i Marek Kownaccy z Dębiny (między Malborkiem i Nowym Stawem).

https://kochamyzulawy.wordpress.com/2014/11/20/w-przedwojennym-domu-wywiad-joanna-i-marek-kownaccy/

Folwark Żuławski – Przemysław Pastewski

IMG_9224Jest takie miejsce na Żuławach, które mimo nowoczesności, nawiązuje do tradycyjnego budownictwa żuławskiego. Tym miejscem jest Folwark Żuławski, zlokalizowany blisko Elbląga, ale w bardzo cichym i spokojnym otoczeniu żuławskiej wsi. To współczesny dom podcieniowy, wybudowany od podstaw, ale czerpiący inspirację z historycznych obiektów zabytkowych. Jego właściciel, Pan Przemysław Pastewski, to prawdziwy miłośnik Żuław, który zadbał o liczne detale, nawiązujące do dziedzictwa regionu. Każdy, kto przechadza się po obiekcie, nawet nieświadomie, zauważy i zapamięta charakterystyczne cechy Żuław, które prezentowane są  na licznych fotografiach autorstwa Marka Opitza, w eksponatach,  w detalach domu podcieniowego czy w samym jego otoczeniu. W Folwarku Żuławskim znaleźć można nawet pokaźną, żuławską biblioteczkę, dostępną dla gości obiektu. Mimo, iż Folwark Żuławski jest młodym obiektem, to zdecydowanie już ma swoją duszę.

https://kochamyzulawy.wordpress.com/2015/09/27/folwark-zulawski-wywiad-z-przemyslawem-pastewskim/

Reklamy

2 thoughts on “Dawna Wozownia – Kasia i Janek Burchardt /wywiad/

  1. Pingback: Miłoradz i okolice – „Zwiedzamy Żuławy” | Kochamy Żuławy

  2. Pingback: Podsumowanie roku 2016 | Kochamy Żuławy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s