Kierunek Bieszczady – w poszukiwaniu odludnych miejsc

Dlaczego piszę o Bieszczadach na blogu, który traktuje o Żuławach? Bo, gdy jadę na urlop staram się udać w odległe zakątki Polski. Tam szukam nowych doznań, ale też spokoju, ciszy i drewnianej architektury. Nie ma co się czarować – zawsze porównuje te miejsca z Żuławami. Jeszcze nie zdarzyło się, by jakiś region „wygrał” z klimatem żuławskiej wsi, jednak Bieszczady urzekły mnie czymś innym…. Do tego stopnia, że często wracam do nich wspomnieniami.

Wiem, też, że osoby podzielające moją żuławską pasję, mają podobne zainteresowania i sporo z odwiedzonych przeze mnie miejsc, może być dla nich równie atrakcyjna. Dlatego zapraszam do bardzo ogólnej relacji – przeglądu z urlopu w Bieszczadach i okolicy.

Bieszczady - Przełęcz Wyżna

Bieszczady – Przełęcz Wyżna


  1. W GÓRACH I NA PRZEDGÓRZU
    Dlaczego akurat Bieszczady? Przecież wszyscy jadą w Tatry… No właśnie między innymi dlatego. Nie lubię tłumów… Uwielbiam małe wioseczki, gdzieś „na końcu świata” i uwielbiam odludzia. O Bieszczadach od dawna słyszałam, że to miejsce, gdzie ruch turystyczny jest niewielki. Dodatkowo niesamowicie ciekawiły mnie wysiedlone wsie, opuszczone cmentarze – czyli historia Łemków i Bojków. Co prawda temat ilości turystów już jest nieaktualny – ten rok, ze względu na sytuację w Europie, był rokiem w którym wielu Polaków wybrało urlop w kraju. Widać to było także w Bieszczadach. Słynne bieszczadzkie miejscowości przeżywały najazd turystów – dla mnie to były dzikie tłumy. Dlatego czym prędzej uciekaliśmy (dosłownie!) z takich miejsc. Dzięki ogromnej pomocy Karoliny z bloga „Nasze Bieszczady” (gorąco polecam!) udało nam się odwiedzić fantastyczne miejsca, w których nie było nikogo lub ewentualnie pojedyncze osoby. Można oddychać!

    Bieszczady - z Tarnawy

    Bieszczady – z Tarnawy

Bieszczady – natychmiastowe zauroczenie
Ledwo ziemia zaczęła się falować, ledwo pojawiły się przedgórza, a my już pialiśmy z zachwytu. Poważnie – gdyby nas nagrać…. 😉 Dla nas, kochających płaskie jak stół Żuławy, takie widoki to coś niecodziennego. A już same Bieszczady… to zwaliły nas z nóg. Jackowi ciężko było kierować – bo skup się na zakrętach, gdy otaczają Cię takie majestatyczne szczyty!

This slideshow requires JavaScript.

Łemkowie i Bojkowie
To był dla mnie jeden z najważniejszych tematów urlopu. Łemków i Bojków już prawie w Bieszczadach nie ma. Ich historia na tych ziemiach zakończyła się w okresie przesiedleń, a ostatecznie po „Akcji Wisła”.

Łemkowie – grupa ludności ukraińskiej, która zamieszkiwała Bieszczady (w dolinie Osławy). Posiadali swój odrębny dialekt. Byli rolnikami, a niektórzy zajmowali się handlem i pracą najemną. Łemkowie (ale też i Bojkowie) budowali zagrody jednobudynkowe: część mieszkalna, stajnia (nie tylko dla koni) oraz boisko (w tym pomieszczeniu młócono zborze i przechowywano wóz). Stodoła była na poddaszu. Budynki były drewniane o konstrukcji zrębowej, kryte głównie gontem (u Bojków raczej strzechą). / Na podstawie przewodnika „Bieszczady – przewodnik dla prawdziwego turysty” wyd. Rewasz.

This slideshow requires JavaScript.

My odwiedziliśmy zagrodę łemkowską w Zyndarowej (ale to jest Beskid Niski), gdzie spotkaliśmy się z Panią Marią. Pochodzi od Łemków, po wysiedleniu co prawda nie wróciła do swojej rodzinnej wsi, ale wyszła za mąż i zamieszkała w Zyndarowej. Pani Maria zaprezentowała nam zagrodę łemkowską, opowiedziała o codziennym życiu w tej starej chacie, o jej dawnych mieszkańcach – mieszkał tu pisarz Teodor Kukieła.
To było poruszające spotkanie z wyjątkową kobietą. Do Zyndarowej zdecydowanie warto pojechać – mimo iż jest to „koniec świata” a w telefonie odbiera się zasięg ze Słowacji 😛

Bojkowie – nie mieli wyraźnej tożsamości grupowej. Jak dowiaduje się z przewodnika „Bieszczady – przewodnik dla prawdziwego turysty”: w latach trzydziestych zwracano uwagę na ich konserwatyzm.
Byli grupą jednolicie ukraińską (u Łemków były silne wpływy polskie). Strój bojkowski był uboższy od łemkowskiego.
Spotkać tu można było płaczki pogrzebowe. A z ciekawostek … Bojkowie wierzyli w … wampiry. 🙂
Gdzie spotkałam się z kulturą Bojków? W „ Muzeum Kultury Bojków w Myczkowie. A w skansenie w Sanoku obejrzałam ich chaty.

This slideshow requires JavaScript.

Dwernik Kamień
Dwernik Kamień to jeden z najpiękniejszych bieszczadzkich szczytów. Sięga 1004 m. Rozpościera się z niego widok na słynne bieszczadzkie połoniny Wetlińską i Caryńską, a także na Tarnicę.
Na Dwernik Kamień wchodzi się oczywiście… pod górę ;). Droga wiedzie po kamieniach (ale tylko przez pewien fragment). Po drodze już można zobaczyć malownicze prześwity między drzewami oraz ostrzeżenia przed niedźwiedziami. Całe szczęście na żadnego miśka nie trafiliśmy. Jedynym dzikim zwierzem była jaszczurka 😛 .
Z ciekawostek: podobno, u podnóża środkowej grzędy (a są trzy równoległe) istniały stajnie w których zbójnicy trzymali zrabowane konie i bydło, przed odprawieniem ich na sprzedaż na Węgry.

This slideshow requires JavaScript.

A co jeszcze ciekawe to fakt, że w trakcie wycieczki, już prawie na szczycie, spotkaliśmy grupę turystów, którzy byli… z Gdańska 🙂 Oni, podobnie jak my, unikają przeludnionych miejsc i szukają klimatycznego zacisza 😀 Tośmy się spotkali na Dwerniku 😀

San
San to główna rzeka w Bieszczadach. Rzeka jest dość szeroka, ale płytka w tych typowo górskich odcinkach. Sporo też tu kamieni. Krajobraz bieszczadzkiego odcinka Sanu do złudzenia przypomina ujęcia ze starych, amerykańskich filmów o kowbojach. Kręcono to polski western „Wilcze Echa”.

This slideshow requires JavaScript.

Tworylne – nieistniejąca wieś
Tworylne to nieistniejąca wieś położona w okolicy Sanu. Podobno to jedno z najbardziej odludnych miejsc w Bieszczadach.
Wrażenie zrobiła na mnie spokojna dolina, otoczona zewsząd bieszczadzkimi szczytami. No i ta zieleń i ta cisza…. oraz fakt, że tu kiedyś tętniło życie … a teraz ….
Historia tego miejsca jest taka sama jak wielu innych bieszczadzkich wsi. Przymusowe wysiedlenia mieszkańców, a potem spalenie wsi, co by Polacy się tu nie osiedlili.

This slideshow requires JavaScript.

Wodospad na Hulskim
Jeden z niewielu bieszczadzkich wodospadów. Przepiękne, malownicze miejsce, do którego trudno się dostać. To jedno z moim „bieszczadzkich naj”!.
Nie wiodą do niego żadne oznakowania – czyli jeśli wiesz gdzie iść to wiesz, a jak nie to Cię tam raczej nie ma ;).

This slideshow requires JavaScript.

Torfowisko Tarnawa
Tak to jest jak Marta się uprze…nawet na „koniec świata” wywiezie ludzi 😛 Do torfowiska wysokiego w Tarnawie jedzie się….no trochę długo, bo zdecydowanie nie jest to po drodze do czegokolwiek, a do tego nawierzchnia jest bardziej niż fatalna. No ale dlaczego się uparłam na to torfowisko wysokie? A bo spodobały mi się „kulki mchu” ;). Co prawda myślę, że wiosną jest tego znacznie więcej, gdyż teraz spora część wyglądała na wyschniętą – nie mniej jednak i tak spodobało mi się to miejsce. Okazało się, że kładki spacerowe wiodą przez różnorodną roślinność, a widoki zmieniają się jak w kalejdoskopie.
A z ciekawostek: jak podaje przewodnik bieszczadzki, wydawnictwa Rewasz, w 1927 roku torfowisko zapaliło się od iskier lokomotywy kolejki wąskotorowej, a niemożliwy do ugaszenia podziemny pożar trwał aż 5 lat!!!

This slideshow requires JavaScript.

Naftociąg w Polanie
Kiedyś poszukiwano tu ropy naftowej. Z ciekawostek, z przewodnika wydawnictwa Rewasz, dowiedzieć się można, że w 1883 roku nastąpił tu gwałtowny wytrysk. Ropa, zalewając pola i potokiem Czarnym spłynęła aż do Sanu. Później powstał tu jeden z pierwszych naftociągów w Galicji. Doczytałam się jeszcze innych ciekawostek. Tu w dalszym ciągu można wydobywać ropę – niektórzy z tego korzystają. Ba! Tu nawet czasem ropa tryska mocno w górę, lądując na pobliskich drzewach. Pasjonaci tego miejsca marzą o kopalni-skansenie. Tak, to byłaby niesamowita atrakcja!

This slideshow requires JavaScript.

Stare cmentarze bieszczadzkie
Jak przystało na region o bogatej historii, także i w Bieszczadach znajdują się stare nekropolie. Nekropolie te, to najczęściej pamiątka po ludziach, którzy już tu nie mieszkają. Po Łemkach zostały cmentarze z kamiennymi i żeliwnymi krzyżami, po Bojkach zostało jeszcze mniej (bo groby były skromne i proste – poza nielicznymi wyjątkami). Chcieliśmy zobaczyć cmentarz łemkowski i bojkowski, ale w pierwszym przypadku ten wybrany był bardzo zarośnięty i droga do niego była nie do przejścia (lub groziła ukąszeniem przez żmiję), a w drugim przypadku odstraszyły nas dzikie tłumy (dojechaliśmy do „bardzo turystycznej” miejscowości i po prostu uciekliśmy :P).

Wybraliśmy za to zupełnie inne cmentarze. Dwa żydowskie i jeden grekokatolicki. Wszystkie nieczynne.
Lutowiska – cmentarz grekokatolicki z żeliwnymi krzyżami i przejmującym zdjęciem na nagrobku małego chłopca. Tutaj też odwiedziliśmy cmentarz żydowski – zlokalizowany na wzgórzu, z widokiem na sąsiednie wzniesienia. Przepiękne, owiane mgłą miejsce zrobiło na nas ogromne wrażenie.

This slideshow requires JavaScript.

Lesko – i tego jeszcze nie było! Bilety wstępu na cmentarz żydowski – byliśmy w głębokim szoku 😀 . Ale spojrzeliśmy na blankieciki – pieniądze idą na utrzymanie nekropolii – to jest jak najbardziej ok 🙂

This slideshow requires JavaScript.

Świątynie
Czyli cerkwie, kościoły, klasztory, synagogi – oj sporo tego było w trakcie naszej wycieczki po Bieszczadach i okolicy. Było co podziwiać. Do tej pory wspominam zapach drewna cerkwi w Smolniku, a także spotkanie i rozmowa z „Panem z wąsem”, który nie tylko opowiedział nam historię tych ziem, ale także odpowiedział na każde nurtujące mnie pytanie. Polecam :).

Niektóre z obiektów, prezentowanych poniżej, znalazły się na trasie naszej drogi dojazdowej lub powrotnej – dlatego nie sugerujcie się głównym tematem wycieczki, tu są zdjęcia nie tylko z Bieszczad.

This slideshow requires JavaScript.

 

 

  1. W DRODZE „DO” I W DRODZE „Z” – CZYLI PRZYSTANKI POZA BIESZCZADAMI
    Bieszczady są fascynujące, ale jadąc na drugi koniec Polski, grzechem byłoby gdybyśmy zignorowali atrakcje mijane po drodze. I faktem jest, że czasem tę drogę specjalnie wydłużaliśmy, by tych miejsc zobaczyć jeszcze więcej. Zapraszam do drugiej części relacji z urlopu, tej traktującej zupełnie nie o Bieszczadach, ale także bardzo ciekawej.

    Chęciny

    Chęciny

     

Zalipie – malowana wieś
Zalipie było moim wieloletnim marzeniem. Ale może wspomnę trochę o historii tego miejsca. W 1904 roku urodziła się tu mała Felicja, która już jako dziecko, malowała (początkowo w sadzy) motywy zdobne na suficie własnej chaty. Jej kunszt z czasem stawał się coraz dokładniejszy i coraz barwniejszy. Można powiedzieć, że te kwieciste motywy znalazły się na każdej możliwej powierzchni domu, czy na każdym przedmiocie ;). Tak, można dostać oczopląsu, ale jest to tak piękne i tak fenomenalne, że natychmiast czuje się ogromną sympatię do Felicji Curyłowej.
Felicja była bardzo aktywną osobą, która wzięła się za lokalne kobiety i nauczyła ich własnej techniki. Felicja zmarła w 1974 roku, ale jej spuścizna pozostała. Ba! Nawet jest kultywowana i wiecznie żywa :). Cudownie!

W Zalipiu koniecznie należy odwiedzić zagrodę Felicji (to lokalne muzeum), gdzie przemiłe panie opowiedzą o życiu Felicji i odpowiedzą na wszystkie pytania – a trochę ich było ;). Postać Felicji zauroczyła mnie totalnie. I mimo iż samą wsią jestem trochę rozczarowana (spodziewałam się wielu starych domów, a było ich … bardzo mało) to sama zagroda Felicji i historia jej życia urzekła mnie do reszty. WRÓCĘ TU!

This slideshow requires JavaScript.

Tarnów i Żydzi
W Tarnowie byliśmy krótko, bo tylko przejazdem. No, ale przecież trzeba się zatrzymać chociaż na chwilę i rzucić okiem na samo centrum, udać się na spacer. I tak zrobiliśmy. Bocznymi uliczkami, zahaczyliśmy o koci zamek, dotarliśmy na rynek, zasięgnęliśmy języka w informacji turystycznej, wypożyczyliśmy klucz do bramy cmentarza żydowskiego (cudowny jest!♥). Ogólnie to najbardziej zainteresował nas szlak żydowski, ale Tarnów jest tak piękny, że warto poświęcić mu znacznie więcej czasu.

This slideshow requires JavaScript.

Zamki i pałace
Takich obiektów było bardzo dużo. Były to zabytki zadbane, ale także ruiny. Jedne poruszały wyobraźnię, drugie powalały rozmachem a inne trąciły tandetą – czyli norma zachowana. Nie będę nawet opisywać wszystkich miejsc, bo było ich zbyt wiele. Wspomnę tylko o dwóch, które zrobiły na nas największe wrażenie. Pierwszy to zadbany zamek w Krasiczynie, który posiada przepiękne zdobienia i cztery wieże narożne, a także otoczony jest parkiem. Drugi obiekt to już nieco zniszczony pałac Julin – drewniany, z wieżyczką – taki trochę bajkowy – i właśnie ten pałac, z całej długiej listy, podobał mi się najbardziej.

This slideshow requires JavaScript.

Miasta i miasteczka
Standardowo: początkowo każde, nawet małe miasteczko, robiło na nas ogromne wrażenie: a to rynek, a to kamienice, a to urokliwe ulice. Ale gdy człowiek ogląda kolejne miasto czy miasteczko i jeśli nie znajdzie czegoś wyjątkowego, to nawet nie chce mu się wyjmować aparatu. Ale, ale! Na trasie mieliśmy sporo miejsc, które zapadną w naszej pamięci. Wśród nich znajdą się:
kompleks w Wiślicy – czyli bazylika i jej podziemia z fundamentami kościoła romańskiego oraz Dom Długosza z polichromiami i piwnicami wyposażonymi w liczne zabytki sztuki sakralnej.

This slideshow requires JavaScript.

archiopactwo Cystersów w Jędrzejowie – z polichromiami przyprawiającymi o zawrót głowy, ze znajdującym się w klasztorze sporym fragmentem pierwszego kościoła cystersów czy ze starymi wyrytymi napisami na cegłach –warto podpytać zakonników o zwiedzanie!

This slideshow requires JavaScript.

twierdza Przemyśl – spory kompleks z licznymi ekspozycjami wojennymi i około wojennymi – nawet jeśli kogoś nie zainteresują wystawy, to warto zwiedzić dla samej twierdzy!

This slideshow requires JavaScript.

Poniżej ujęcia z innych miejscowości:

This slideshow requires JavaScript.

Skanseny
Czyli muzea na wolnym powietrzu. Bardzo lubię takie miejsca i chętnie je odwiedzam. Często tylko tam można zobaczyć dawną wieś, charakterystyczną dla danego regionu. W trakcie urlopu odwiedziliśmy 5 tego typu muzeów:

Tokarnia: Muzeum Wsi Kieleckiej – prezentowane są wioski z Gór Świętokrzyskich, Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej, Wyżyny Sandomierskiej i Niecki Nidziańskiej. To ogromne muzeum podzielono na sektory: Małomiasteczkowy, Wyżynny, Świętokrzyski, Lessowy, Dworsko-Folwarczny i Nadwiślański.

This slideshow requires JavaScript.

Bodzentyn: Zagroda Czernikiewiczów – małomiasteczkowa zagroda średniozamożnego rolnika, typowa dla dawnej Kielecczyzny.

This slideshow requires JavaScript.

Sanok: Muzeum Budownictwa Ludowego – tu prezentowane są wsie typowe dla grup etnograficznych sprzed 1947 roku. Obiekt podzielono na sektory poświęcone Łemkom, Bojkom, Pogórzu Zachodniemu, Pogórzu Wschodniemu i Dolinianom. Prezentowany jest również rynek galicyjski z przełomu XIX i XX wieku. Warto wyróżnić sektor naftowy!

This slideshow requires JavaScript.

Markowa: Skansen – Zagroda – to kameralne muzeum budownictwa przysłupowego, prezentującego drewniane obiekty przeniesione z innych części Markowej, charakterystyczne dla tej miejscowości.

This slideshow requires JavaScript.

– Maurzyce: Skansen Ziemi Łowickiej – budynki z dawnego księstwa Łowickiego. Skansen podzielono na „Starą Wieś” i „Nową Wieś”. Najbardziej rozpoznawalnymi obiektami znajdującym się w muzeum są charakterystyczne, niebieskie chaty.

This slideshow requires JavaScript.

Stawy, gdzie słońce zachodzi piękniej
Chciałabym wspomnieć o jednym z miejsc, w którym nocowaliśmy. To „Gospodarstwo Rybackie Stawy” w Stawach koło Jędrzejowa. Obiekt ten, pełen zwierząt, nadaje się do całodziennego leniuchowania – dla nas co prawda nie jest to akurat rozwiązanie, bo wolimy zwiedzać, ale gdy już wracaliśmy po całym dniu pełnym wrażeń, miło było pójść jeszcze na spacer, wzdłuż stawów – wyjść naprzeciw zachodzącemu słońcu. A gdy już zrobiło się ciemno, to graliśmy w bilard i piłkarzyki ;P.

This slideshow requires JavaScript.

  1. NA ZAKOŃCZENIE

Pies na urlopie
Na urlop pojechaliśmy z Iwą. Na razie podróżowanie z psem nie jest jeszcze zbyt proste, bo szukając obiektów noclegowych nie raz czy nie dwa słyszy się „A jak duży ten pies?” (czytaj: małe yorki są ok, ale już średnie psy często są „za duże”). Albo co lepsze: „Ja nie mam nic przeciwko psom, nawet je lubię, ale….” – i tu cała litania czego ten pies robić nie może – najlepiej niech nie oddycha… Całe szczęście udało nam się znaleźć noclegi (w Bieszczadach oczywiście dzięki pomocy Karoliny z „Nasze Bieszczady”) i nikt nam nie robił żadnych problemów :). Restauracjami nie trzeba się martwić – szczególnie  w wakacje. Większość ma ogródki i tu spokojnie można usiąść z czworonogiem – to dość częsty widok. Są też takie lokale, które zapraszają z psami do środka :).
Gorzej wygląda sprawa ze zwiedzaniem. Wiadomo, trzeba się liczyć, że do większości obiektów się nie wejdzie, a jak bardzo nam zależy, to trzeba się wymienić (wtedy ma się chwilę oddechu i odpoczynku od napiętego planu:)). Ewentualnie należy ograniczyć plan do zwiedzania „z zewnątrz”. Czasem jednak można się bardzo pozytywnie zaskoczyć, jak np na Zamku Kamieniec (Korczyna), gdzie trafiliśmy na obiekt przyjazny psom – weszliśmy bez problemu, bez dodatkowej opłaty, a przemiła Pani z zamku podała Iwie wodę z miską. Pamiętać należy, że takie sytuacje to raczej pojedyncze przypadki.  Ale prawda jest taka: jeśli traktujemy psa jako członka rodziny oraz tak i my jak i pies czerpiemy radość ze wspólnego zwiedzania, to uwierzcie mi, że warto. Kilka wyrzeczeń, kilka problemów organizacyjnych, ale szczęścia cała masa.

This slideshow requires JavaScript.

Tu wrócimy
Bieszczady pozostawiły w naszych sercach pewną pustkę. Bo ledwo je opuściliśmy, już za nimi tęskniliśmy, a płaski krajobraz, bez gór na horyzoncie, wydawał się taki… nierealny, niepełny…

W Bieszczady chcę powrócić jesienią, gdy zalesione zbocza mienią się barwami złota i czerwieni. Chciałabym też odwiedzić kolejne zapomniane, nieistniejące wsie i poszukać zapomnianych cmentarzy. Pragnę też wejść na kolejny, odludny bieszczadzki szczyt oraz obejrzeć bieszczadzkie niebo nocą w trakcie zorganizowanego pokazu (o tak!) – bo Bieszczady to w Polsce najlepsze miejsce do obserwacji nieba.

Idąc dalej, szlakiem naszego urlopu, chętnie powróciłabym do Zyndarowej, gdzie Pani Maria przybliża kulturę Łemków. Zauroczyła mnie kameralna zagroda w Markowej oraz zagroda w Bodzentynie, która była zamknięta w trakcie naszych odwiedzin (sam Bodzentyn jest urokliwą miejscowością). Oczywiście wrócę do malowanego Zalipia i odwiedzę miejsca, które odpuściliśmy, bo czasu nie wystarczyło na wszystko.

bieszczadyNasze Bieszczady
Pragnę raz jeszcze podziękować Karolinie z blogu „Nasze Bieszczady” (blog i Facebook), która mocno zaangażowała się w pomoc przy planowaniu wyjazdu oraz także w trakcie jego realizacji. Dzięki jej pomocy odwiedziliśmy miejsca, do których byśmy nie dotarli: najważniejsze to szczyt Dwernik-Kamień oraz nieistniejąca wieś Tworylne (tu Karolina była nawet telefonicznym GPSem!). To właśnie Karolina zapytana o praktyczny przewodnik, zasugerowała pozycję wydawnictwa Rewasz, która okazała się tym czego właśnie potrzebuję! To Karolina poleciła nam miejsca godne uwagi. Blog „Nasze Bieszczady” to kopalnia wiedzy i cała masa porad, a osoby stojące za nim to prawdziwi pasjonaci, oddający serce temu co kochają. DZIĘKUJĘ! ❤grupowe-z-podziekowaniem


ZOBACZ TAKŻE

podlasie — kopiaDaleko od domu – Podlasie
Tak wiem, z Żuław na Podlasie jest spory kawałek. Wiem też, że te regiony się różnią. Jednak zdaję sobie sprawę, że osoby doceniające piękno Żuław odnajdują się także na Podlasiu. Przecież tam w każdej wsi, na każdym rogu znajdują się stare drewniane chaty. Także i tam ludzie żyją spokojniej.
Oba regiony charakteryzują się wielokulturowością. No i są wiatraki🙂. Dlatego stwierdziłam, że pokażę Wam Podlasie (a dokładniej województwo Podlaskie) z perspektywy miłośniczki drewnianej architektury i pasjonatki Żuław.

https://kochamyzulawy.wordpress.com/2015/11/02/daleko-od-domu-podlasie/

 

 

Advertisements

3 thoughts on “Kierunek Bieszczady – w poszukiwaniu odludnych miejsc

  1. Intensywny urlop, ale to przecież o to chodzi! 🙂 W Bieszczadach byłem 2 razy, ale wówczas jeszcze nie miałem w sobie bakcyla odkrywcy, więc muszę tam wrócic 😉

  2. Pingback: Podsumowanie roku 2016 | Kochamy Żuławy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s