Pogrążeni w depresji

Fot. Wszędobylscy

Nie  jest to wpis o podłożu psychologicznym, chociaż faktycznie Żuławy na tego typu dolegliwości mogą mieć kojące właściwości. 😉
W tej żuławskiej depresji pogrążyli się Ania i Adrian, „Wszędobylscy” blogerzy, którym zorganizowałam weekendowe study tour. Spore wyzwanie, bo czasu na organizację było niewiele, a 2 dni to stanowczo zbyt mało. Nie jest tak prosto pokazać tak rozległy region, w tak ograniczonym czasie, a gdy w rolę przewodnika wciela się osoba, która od tylu lat poznaje Żuławy i ciągle jej mało… To wyobraźcie sobie jaki wewnętrzny ból przeżywałam ;P

Fot. Wszędobylscy

„Wszędobylscy” wzięli udział w „Turystycznych Mistrzostwach Blogerów” – konkurs organizowany przez Polską Organizację Turystyczną. Ania i Adrian reprezentowali województwo Pomorskie.


Ostrożnie… z dystansem ….?

Niektórzy potrzebują czasu by przełamać pierwsze lody. My przecież poznaliśmy się niecałe 2 tygodnie wcześniej, a na żywo zobaczyliśmy się dopiero rano, gdy rozpoczynaliśmy study tour. No tak, całe dwa dni razem – obcy ludzie. Czyżby? Jednak w moim odczuciu nie było czego przełamywać. Praktycznie natychmiast zaczęły się wspólne „wygłupy” – tak moi drodzy, tak się bawią dorośli ludzie i to jest piękne!

Powoli…żeby nie wystraszyć….

Zaczęło się spokojnie. Mały kościółek, powolny spacer nad rzeką, niespieszne dialogi, tak, by za moment już trochę pożartować i poszaleć na polu. Potem chwila ochłody w ruinach, przypadkowe rozmowy z mieszkańcami wsi, zaproszenie w progi domu podcieniowego (do piwnicy i na strych też!) i…. mogliśmy zacząć się rozkręcać :). Moi goście zaczęli już czuć klimat regionu i dostrzegli gościnność Żuławiaków.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

 

Moc wrażeń – czyste szaleństwo

Wiatraki, domy podcieniowe, zagrody holenderskie, kościółki i ruiny kościołów, cmentarze mennonickie, wąskotorówka, obiekty hydrotechniczne, rzeki, kanały, wierzby, pola….. Uf… upalnie się zrobiło na samo wspomnienie, a przecież w te 2 dni temperatury przekraczały 30 stopni w cieniu!

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Gościnni Żuławiacy

Wiem jak bardzo gościnni i otwarci są mieszkańcy Żuław. Zawsze można na nich liczyć. Chętnie zaproszą w swe progi, zaszczycą wciągającą rozmową czy poratują w potrzebie. Czasem zastanawiam kiedy ktoś mnie pogoni, bo zbyt często zawracam mu głowę… ;P
Ale wiem też, że taki skarb trzeba dawkować, gdyż Żuławiaków nie chce się opuszczać, chce się z nimi zostać na dłużej… Ta wyjątkowa atmosfera wciąga… a to jest niebezpieczne, gdy czekają kolejne atrakcje, a zmierzch nadciąga…

Fot. Wszędobylscy

Śniadanie o 17:00
Nigdy nie wiesz czym Żuławy Cię zaskoczą. Nawet po tyyyylu latach. I tak, proszę Państwa, dostaliśmy zaproszenie na śniadanie o 17:00. Dziwne prawda? Okazało się, że gdy przyjechaliśmy do Małego Holendra (dom podcieniowy w Cyganku), akurat rozkładała tam sprzęt ekipa programu „Pytanie na Śniadanie”. Mieliśmy wyjątkową okazję wziąć udział w nagraniu telewizyjnym i zobaczyć od zaplecza pracę na planie – do tej pory, gdy oglądam ostateczny materiał, uśmiecham się, bo przypominają mi się zabawne sytuacje z planu :).

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Nasza ekipa wcieliła się w rolę wygłodniałych statystów. Chociaż grać nie musieliśmy, faktycznie byliśmy głodni – może dlatego nie pokazano konsumpcji na antenie? 😉

 

Odpoczynek – rzecz święta, ale ….

Oczywiście przerwy na kawę czy obiad także można wykorzystać na chłonięcie Żuław. Gorzej jednak, gdy te Żuławy chcą chłonąć nas, a tak było  w trakcie pikniku nad Wisłą. Pech chciał, że gdzieś tam z oddali nadciągała burza. Była na tyle daleko, że mogliśmy spokojnie zjeść obiad, jednak odniosłam wrażenie, że większą przyjemność miały muchy, które przed burzą zaczynają… gryźć… Zastanawiam się, czy to my mieliśmy piknik czy raczej te natrętne owady… 😛

Fot. Wszędobylscy

No to mamy problem!

Problemy, czy raczej nieprzewidziane, ale jednocześnie niekorzystne, sytuacje przydarzyć się muszą. Szczególnie gdy masz wszystko zaplanowane, coś się musi dziać. Wiadomo. 🙂
Upały? Ciężko zebrać myśli, ale da radę zwiedzać. Ale co jeśli przez oba dni goniła nas burza? Improwizacja! A jakże miła ta spontaniczność, gdy akurat jesteś w klimatycznym miejscu, a obfite opady obserwujesz przebywając w domu podcieniowym, sącząc kawę. Idealnie!

Fot. Wszędobylscy

Na błoto za to byliśmy przygotowani – blogerzy dostali polecenie: weźcie kalosze! Nie pytajcie jakim wyzwaniem było zakupienie tego obuwia. Prawdziwa przygoda, która procentowała w trakcie naszego wyjazdu.

Nie wszystko jednak udało się przerobić w sukces. Mały niesmak pozostał, gdy zwiedzaliśmy uroczy Nowy Staw. Miasteczko bardzo zaciekawiło Anię i Adriana. Nie ma co się dziwić, jest tu małomiejska atmosfera. Jest przytulnie, a architektura też imponuje. Szkoda, że wizytówka miasta, słynny Ołówek, był niedostępny, mimo godzin otwarcia. Po tych odwiedzinach niestety pozostało niemiłe wspomnienie, ale jestem przekonana, patrząc na całokształt reakcji powycieczkowych, że ten epizod nie zaważył na ogólnym odbiorze Żuław. Uf!

A co myślą o Żuławach moi goście, którzy byli tu po raz pierwszy?

Ania: „Jadąc na Żuławy tak naprawdę nie wiedziałam, czego się spodziewać – niewiele wiedziałam o tym regionie, jedynie tylko to, że to najbardziej płaski teren w całej Polsce. Raczej niewiele. Zaskoczył mnie przede wszystkim piękny i wcale nie taki monotonny krajobraz. Ileż tu ciekawych zabytków i to unikatowych na skalę krajową! I z jaką bogatą historią. Przede wszystkim zaskoczyła mnie otwartość mieszkańców – już na samym początku naszej podróży po Żuławach mogliśmy jej doświadczyć. Interesujące miejsce – z rodzaju tych, że jak się wciągniesz to przepadniesz jak kamień w wodzie.”

Adrian: „Generalnie wcześniej Żuławy były dla mnie mało interesujące, jednak po naszej wycieczce zmieniłem zdanie.
Jestem pełen podziwu dla właścicieli domów podcieniowych za ich wytrwałość i poświęcenie w odbudowie czy remoncie tych zabytkowych obiektów. Spoglądając z perspektywy czasu chciałbym szczególnie wyróżnić jedno miejsce. Zdecydowanie najbardziej utkwiła mi w pamięci „Stodolarnia”. Ujęła mnie pozytywna energia bijąca od Marleny, opiekunki tego wyjątkowego, żuławskiego miejsca. Żuławy… tak chcę tu wrócić! Chętnie wybiorę się na wycieczkę rowerową. A poza tym marzy mi się spędzenie nocy w Stodolarni… 🙂


Gdy Żuławy wciągają za mocno

Cóż. Żuławy wciągają, mocno. I co z tym zrobić? NIC! Trzeba się temu poddać. I nie dziw się potem, że godzisz się na gryzące muchy, czy, jak to Ania określiła komary, krwiożercze bestie. Nie bądź zaskoczony, że Twe nogi są poparzone przez pokrzywy, a stopy są czarne jak żuławska, żyzna ziemia. Nie martwisz się, że trzeba będzie wracać po nocy, a następnego dnia będziesz zapewne „ciężko myślący”.

Fot. Wszędobylscy

Skoro już oddajesz się chwili, wbiegasz w pole, przedzierasz się przez chaszcze, czy eksplorujesz stare domy – to akceptujesz te nieprzyjemne konsekwencje bliskich spotkań z wsią. Ale doskonale wiesz, że warto, bo potem na samo wspomnienie na twarzy maluje się uśmiech :). Tak. WARTO!

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s